SEKS DLA OPORNYCH, reż. Rafał Skalski, 2025

Od zawsze powtarzam, że od recenzowania filmów komediowych gorsze jest jedynie ich tworzenie. No bo jak napisać dowcipy i wyreżyserować gagi na tyle uniwersalnie, by rozbawić większość widzów? I jak obiektywnie zrecenzować komedię, skoro każdy z nas ma inne poczucie humoru? Odkąd zacząłem regularnie chodzić na oficjalne premiery, wiem, że najciekawsze recenzje powstają nie przy biurku, lecz w kuluarach. Wystarczy wsłuchać się w to, co dzieje się po seansie – śmiechy, komentarze, pierwsze reakcje. Po premierze „Seksu dla opornych” było ich wyjątkowo dużo. Dawno nie widziałem tylu uśmiechniętych widzów, którzy jednym głosem mówili: to naprawdę dobra polska komedia. Odpowiadający za „Noc w przedszkolu” duet Skalski & Baranowski (nie wiem, czy pamiętacie, ale to właśnie ten tytuł uznałem za najlepszą polską produkcję Netfliksa w 2022 roku) znowu dał radę. Szczegóły w pełnej recenzji.

Basia (Ilona Ostrowska) i Grzegorz (Piotr Adamczyk) to małżeństwo z wieloletnim stażem, które postanawia spędza weekend w hotelu, by spróbować odbudować utraconą bliskość i odzyskać dawną namiętność. Ich misternie zaplanowany „romantyczny wyjazd” szybko wymyka się spod kontroli, gdy na drodze pary pojawia się młodszy duet – Domi (Helena Englert) i Maks (Mikołaj Matczak). Spotkanie z tą pełną luzu i otwartości dwójką staje się dla Basi i Grzegorza katalizatorem szczerej rozmowy o pożądaniu, wstydzie i zmianach, jakie niesie czas. W efekcie zwykły weekend zamienia się w konfrontację z samymi sobą – i szansę, by na nowo zrozumieć, czym jest miłość.

„Seks dla opornych” to kameralna, dojrzała opowieść o potrzebie bliskości, rozmowy i odwagi w związku, który ugrzązł w rutynie. Twórcy z empatią i humorem pokazują, że seksualność w dojrzałym wieku nie powinna być tematem tabu, a szczera rozmowa może stać się początkiem uzdrowienia relacji. Film nie ucieka od trudnych pytań o pożądanie, starzenie się i komunikację między partnerami, podkreślając, że problem nie tkwi w samym braku seksu, lecz w emocjonalnych pęknięciach narastających przez lata. Skalski nie moralizuje – z dużym wyczuciem portretuje bohaterów, którzy po prostu próbują na nowo odnaleźć siebie nawzajem. Dzięki temu film unika taniej prowokacji i dydaktyzmu, zachowując szczerość, delikatność i ciepło wobec swoich postaci.

Jednym z największych atutów filmu jest dopracowany scenariusz Marka Baranowskiego – precyzyjny, inteligentny i utrzymujący idealny balans między komedią a dramatem. Choć historia o wypaleniu namiętności i niewypowiedzianych żalach mogłaby łatwo popaść w melodramatyzm, tutaj udało się zachować lekkość i naturalne poczucie humoru. Śmiech rodzi się z rozpoznania własnych słabości, a nie z drwiny, co nadaje opowieści uniwersalny wymiar. Z pozoru neutralna przestrzeń hotelowego pokoju staje się polem emocjonalnej gry, w której każde słowo i gest nabierają znaczenia. Twórcy świadomie korzystają z teatralnego rodowodu tekstu, ale unikają efektu „filmowania sceny teatralnej” – kamera porusza się płynnie, montaż utrzymuje rytm, a każda scena ma w sobie „powietrze”, które sprzyja naturalności.

W głównych rolach możemy oglądać Ilonę Ostrowską i Piotra Adamczyka – ich wspólne sceny, zwłaszcza te oparte na dialogach pełnych niedopowiedzeń, mają w sobie rytm prawdziwego małżeństwa: znużenie przeplata się tu z czułością, a napięcie z potrzebą bliskości. Ostrowska wnosi w postać Basi ciepło, energię i subtelną ironię kobiety, która z jednej strony pragnie zmian, z drugiej – boi się rozczarowania. Adamczyk z kolei tworzy portret Grzegorza jako mężczyzny nieco zblazowanego, ale nie cynicznego, zagubionego, lecz wciąż ciekawego świata. Na drugim planie brylują Helena Englert i Mikołaj Matczak – pojawienie się młodszej pary wnosi świeży ton i szerszy kontekst, pokazując, jak bardzo zmieniły się oczekiwania wobec relacji i bliskości. Warto też wspomnieć o znakomitych występach Doroty Pomykały, Bartłomieja Kotschedoffa, Marty Malikowskiej i Macieja Nawrockiego – każde z nich wnosi w film wyrazisty akcent i świetnie odnajduje się w tonie tej opowieści.

Tekst nie byłby prawdziwą recenzją, gdybym nie wskazał słabszych stron filmu. Z rozmów z innymi widzami wiem, że należą do nich tytuł, zwiastun i plakat, które mogą sugerować komedię erotyczną albo – co gorsza – jedną z tych nieśmiesznych produkcji, które powstawały w Polsce jak grzyby po deszczu jakieś dziesięć lat temu. Szkoda, bo to z pewnością może wpłynąć na frekwencję w kinach. To paradoks, ale jako fan „Algorytmu miłości” (wciąż uważam, że to jeden z najbardziej niedocenionych polskich seriali komediowych) mam wrażenie, że w niektórych scenach można było wręcz jeszcze bardziej „pojechać po bandzie”. Choć film porusza temat intymności i pożądania, w samej inscenizacji pozostaje pod tym względem wyjątkowo powściągliwy.

„Seks dla opornych” to jedno z najbardziej pozytywnych filmowych zaskoczeń tego roku. Jeśli chcecie zobaczyć produkcję, która wyróżnia się autentycznie zabawnymi scenami, szczerością i rzadką w polskim kinie umiejętnością mówienia o intymności bez wstydu i fałszywej kokieterii – koniecznie wybierzcie się do kina. Ode mnie mocne 7/10.