G20, reż. Patricia Riggen, 2025

Współczesne kino akcji balansuje na cienkiej granicy między nostalgicznym powrotem do sprawdzonych schematów sprzed lat a próbami redefinicji gatunku – z wykorzystaniem nowoczesnych technologii oraz bohaterów o większej głębi emocjonalnej. Widzowie coraz częściej oczekują nie tylko efektownych eksplozji i widowiskowych pojedynków, ale również autentycznych postaci i trafnego komentarza do rzeczywistości. Jednocześnie wiele produkcji stawia wyłącznie na czystą rozrywkę, rezygnując z ambicji tworzenia szerszego kontekstu politycznego czy społecznego. G20 w reżyserii Patricii Riggen, który od jutra będzie dostępny na platformie Prime Video, to przykład filmu próbującego pogodzić oba podejścia – lecz ostatecznie grzęznącego gdzieś pomiędzy nimi.
Akcja filmu rozgrywa się podczas tytułowego szczytu G20 w Kapsztadzie. Niespodziewanie spotkanie światowych przywódców zostaje brutalnie przerwane przez atak uzbrojonych terrorystów, których głównym celem jest schwytanie prezydent USA, Danielle Sutton (Viola Davis). Zmuszona do samotnej walki o przetrwanie, kobieta staje przed zadaniem nie tylko ocalenia porwanych, lecz także obrony kruchego, globalnego porządku.
G20 to film, który może dostarczyć fanom kina akcji sporej dawki rozrywki – i to na kilku poziomach. Twórcy sięgają po dobrze znany schemat z lat 90., ale wzbogacają go o tematykę związaną ze współczesnymi zagrożeniami technologicznymi, takimi jak kryptowaluty czy deepfake’i. To podejście sprawia, że seans przebiega dynamicznie i bez znużenia – nawet jeśli dość szybko domyślamy się, dokąd zmierza każda scena. Film próbuje też pogłębić postać głównej bohaterki, ukazując ją nie tylko jako silną liderkę, ale też matkę, która – w przerwach między starciami z terrorystami – stara się naprawić relację ze swoją córką. Viola Davis, jak zawsze, wnosi do roli charyzmę i autentyczność. Jej prezydent Sutton to kobieta twarda, lecz pełna wewnętrznych sprzeczności – zresztą, co ja będę Wam pisał, Davis to aktorka, którą dobrze ogląda się w każdej roli.
Z drugiej strony trudno traktować G20 inaczej niż jako efektowną, ale mało realistyczną fantazję twórców. Sceny walki, w których prezydent USA z patelnią w dłoni obezwładnia napastników, balansują na granicy autoparodii – z tego też powodu nietrudno uznać cały „girlbossowy” koncept za zbyt przerysowany. Film wpisuje się w nurt kina z silnymi kobiecymi bohaterkami, jednak robi to w sposób, który momentami bardziej przypomina mem niż poważną próbę redefinicji kobiecej roli w polityce i popkulturze. Co więcej, mimo tytułu i międzynarodowej scenerii, G20 nie oferuje żadnego istotnego komentarza politycznego – filmowe wydarzenia nie mają realnego przełożenia na współczesne konflikty czy napięcia geopolityczne. To sprawia, że opowieść wydaje się dziwnie oderwana od rzeczywistości.
G20 to klasyczny „popcorn movie”, który oferuje ponad 100 minut dynamicznej akcji, kilka efektownych scen i sporo Violi Davis w wydaniu, jakiego dotąd nie znaliśmy. Jeśli jednak liczycie na coś więcej – głębszy komentarz polityczny, realistyczną fabułę czy powiew świeżości w kinie akcji – możecie poczuć niedosyt. Ode mnie: 5/10.



Jeden komentarz do “G20, reż. Patricia Riggen, 2025”