NIECH TO DIABLI (VINGT DIEUX), reż. Louise Courvoisier, 2024

Kiedy machina sezonu nagród filmowych rozkręca się, mimowolnie skupiamy uwagę na filmach nominowanych do Oscarów. W ten sposób łatwo przeoczyć w kinie prawdziwe perełki, w tym reprezentantów kina niezależnego. Jednym z takich filmów jest pełnometrażowy debiut reżyserski Louise Courvoisier, NIECH TO DIABLI. Produkcja jest kolejnym dowodem na to, że to właśnie w kinie autorskim tkwi największy potencjał do ukazywania uniwersalnych prawd na temat codzienności. I choć film nie jest pozbawiony wad, ma w sobie tak dużo autentyczności i niewymuszonego uroku, że bez wahania polecę go każdemu kinomanowi. Z tego też powodu moja FILMplaneta objęła promocję filmu swoim patronatem.

Fabuła koncentruje się na losach osiemnastoletniego Totone (Clément Faveau). Chłopak wiedzie życie typowego nastolatka, aż do czasu, gdy niespodziewana śmierć ojca przewraca jego świat do góry nogami. Totone, zmuszony do opieki nad młodszą siostrą Claire (Luna Garret), staje w obliczu finansowych trudności. W desperacji rozważa sprzedaż sprzętu z rodzinnej wytwórni sera. Kiedy jednak dowiaduje się o konkursie na najlepszy ser Comté, w którym nagrodą jest trzydzieści tysięcy euro, postanawia spróbować swoich sił. Bez doświadczenia w serowarstwie, lecz z determinacją, Totone podejmuje ryzyko, stając przed wyzwaniem, które wymaga od niego odwagi, wytrwałości i wiary w siebie.

Film stanowi wnikliwe spojrzenie na życie młodzieży w małych społecznościach rolniczych, które rzadko stają się przedmiotem współczesnego kina. Courvoisier, z imponującą wrażliwością kreśli obraz świata, w którym codzienność łączy się z tradycją, a młodzi ludzie muszą balansować między pragnieniem niezależności a oczekiwaniami społecznymi. Już od pierwszych kadrów reżyserka zachwyca autentycznością, subtelnie prowadząc widza przez historię o dorastaniu w cieniu rodzinnych obowiązków. Wspomniana autentyczność nie jest dziełem przypadku – inspirację dla swojego pełnometrażowego debiutu twórczyni czerpała ze społeczności, w której żyła i którą obserwowała od czasów własnego dzieciństwa.

NIECH TO DIABLI to nie tylko pozbawiona taniego sentymentalizmu historia młodego człowieka walczącego o przetrwanie, lecz także piękna pochwała prostoty, tradycji i siły wspólnoty. Film wpisuje się w nurt kina coming-of-age i skłania do refleksji nad współczesnymi problemami młodzieży na prowincji. Totone staje się symbolem młodzieńczej determinacji i odwagi, a jego historia może przemówić zarówno do młodszej, jak i starszej widowni. Jak można się domyślić, będący centralnym punktem fabuły motyw produkcji sera Comté zyskuje tu symboliczne znaczenie – jest metaforą procesu dojrzewania, w którym liczą się zarówno czas, jak i cierpliwość.

Wszystko, o czym wspomniałem, może być odebrane przez widza zarówno jako wada, jak i zaleta. Courvoisier postawiła na kontemplacyjne przedstawienie życia w prowincjonalnej Francji, ale niektóre sceny zdają się sprawiać wrażenie rozwlekłych i powtarzalnych. Choć dla mnie powolne tempo akcji było atutem, pozwalając w pełni rozkoszować się wizualną stroną filmu, dla innych widzów może być ono mniej angażujące. Pewną wadą był dla mnie natomiast brak wyrazistego momentu kulminacyjnego, który mógłby nadać opowieści większej dramaturgii. Twórcy postanowili okrasić historię odrobiną humoru, ale czasem gryzie się on z powagą kluczowych scen – elementy humorystyczne, które miały nadać historii lekkości, momentami okazują się być balastem. Wspomniane wady w żaden sposób nie przekreślają jednak wartości filmu, zwłaszcza że mówimy o debiucie.

Jednym z bohaterów filmu jest tu Matka Natura. Odpowiedzialny za zdjęcia Elio Balezeaux zdołał uchwycić piękno urzekających krajobrazów regionu Burgundia–Franche-Comté w pełnej krasie. Kamera z czułością podąża za bohaterami, rejestrując nie tylko ich emocje, ale także zwykłe, codzienne obowiązki. Sceny związane z produkcją sera są nie tylko wizualnie pociągające, lecz także pełne ukrytych znaczeń – ukazują związki między człowiekiem a naturą oraz wartość tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Dzięki umiejętnie dobranym ujęciom Balezeaux stworzył atmosferę intymności, która pozwala widzowi poczuć się częścią tej społeczności. Naturalność filmu wzmacnia również obsada, złożona głównie z nieprofesjonalnych aktorów.

Szczęśliwe krowy, najlepsze siano i pyszny ser – czego chcieć więcej? Jestem przekonany, że obraz Courvoisier z pewnością zachwyci miłośników subtelnego, refleksyjnego i kameralnego kina, ukazując piękno prostoty i siłę wspólnoty. A ponieważ ja się do takowych zaliczam – polecam! Film wchodzi do kin już w najbliższy piątek, 31 stycznia.