FLOW, reż. Gints Zilbalodis, 2024

FLOW to urzekająca animacja w reżyserii łotewskiego twórcy Gintsa Zilbalodisa, która zdobyła Złoty Glob dla najlepszego filmu animowanego, stając się pierwszym łotewskim filmem z tym wyróżnieniem. Przypominam, że FLOW pokonał między innymi DZIKIEGO ROBOTA (recenzja – klik!) oraz W GŁOWIE SIĘ NIE MIEŚCI 2, a to ogromne osiągnięcie!

Film opowiada historię czarnego kota, który w obliczu tajemniczej powodzi znajduje schronienie na dryfującej łódce. Wraz z innymi zwierzętami na pokładzie — kapibarą, lemurem, labradorem i ptakiem sekretarzem — kot stawia czoła nowej rzeczywistości, ucząc się współpracy i zaufania.

FLOW to trochę taka medytacja nad przetrwaniem i harmonią, ukazująca, że nawet najmniejsze istoty potrafią dostosować się i przetrwać w obliczu nieprzewidywalnych sił natury. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że film przemawia do widzów w każdym wieku, oferując wyjątkową opowieść o przyjaźni, odwadze i sile współpracy.

Film wyróżnia się brakiem dialogów, co podkreśla uniwersalność przekazu i pozwala widzom na własną interpretację emocji bohaterów. Animacja zachwyca miękkimi teksturami i malarską estetyką, tworząc immersyjny świat pełen życia i ruchu. Integralną część stanowi tu muzyka, eteryczne dźwięki doskonale współgrają z obrazem, potęgując emocjonalny odbiór każdej sceny. Nic dziwnego, że ta kameralna animacja tak bardzo wzrusza!

Podsumowując, FLOW to wizualna uczta i emocjonalna podróż, która pozostaje w pamięci na długo po seansie. Jest tu piękno, mądrość i jakaś taka fajna poetyckość, czego chcieć więcej? Od siebie dodam, że mimo, że na co dzień wolę pieski, to ogromnie polubiłem tego czarnego, przemokniętego kotka i mega mocno mu kibicowałem! Film wchodzi do kin już w ten piątek, polecam!