KURA (KOTA), reż. György Pálfi, 2025

Tego, że film o kurze będzie jednym z moich największych filmowych zaskoczeń 2026 roku, zdecydowanie nie miałem w bingo! Sam punkt wyjścia brzmi przecież jak przepis na ekscentryczną ciekawostkę albo eksperyment, który może bawić przez kilkanaście minut, ale niekoniecznie udźwignąć cały film. Tymczasem „Kura” Györgya Pálfiego okazuje się tragikomicznym, kreatywnym i mega oryginalnym kinem, które swój niecodzienny pomysł wykorzystuje do powiedzenia czegoś całkiem serio o świecie ludzi. Pálfi odwraca perspektywę i każe nam spojrzeć na dobrze znaną rzeczywistość oczami zwierzęcia, które nie rozumie stworzonych przez nas zasad. Jest absurdalnie, zabawnie, momentami boleśnie, a przy tym zaskakująco emocjonalnie. Co najważniejsze, oryginalny koncept nie jest tutaj jedynie efektownym formalnym żartem – staje się fundamentem całej opowieści.

OD FERMY DO GRECKIEGO WYBRZEŻA
Czarna kura rodzi się jako outsiderka wśród białych ptaków na przemysłowej fermie. Kiedy nadarza się okazja, wykorzystuje ją i ucieka na wolność. Rozpoczyna wędrówkę, której cel jest niezwykle prosty: znaleźć bezpieczne miejsce, w którym będzie mogła żyć i wychować swoje przyszłe potomstwo. Jej droga prowadzi aż do greckiej nadmorskiej miejscowości. Tam zostaje schwytana przez właściciela podupadającej restauracji i mimowolnie trafia w sam środek skomplikowanego świata ludzi. Od tej chwili jej własna historia zaczyna przecinać się z naszymi dramatami – rodzinnymi konfliktami, walką o pieniądze, przemocą, przestępczością czy losem migrantów. Kura pozostaje jednak przede wszystkim kurą: nie zna kontekstu tych wydarzeń, nie rozumie naszych motywacji i nie wydaje moralnych osądów. Po prostu próbuje przetrwać.

TO NIE MY OBSERWUJEMY KURĘ. TO ONA OBSERWUJE NAS
I właśnie tutaj znajduje się największa siła pomysłu Pálfiego. W kinie przyzwyczailiśmy się do antropomorfizowania zwierząt – nadajemy im ludzkie emocje, motywacje, charaktery, a czasem nawet głosy. „Kura” wybiera niemal przeciwną drogę. Nie próbuje zrobić z bohaterki człowieka pokrytego piórami, lecz sprowadza kamerę do jej poziomu i pozwala, aby to ludzie stali się obiektami obserwacji. Zmiana okazuje się zaskakująco skuteczna. Zachowania, które z ludzkiej perspektywy potrafimy racjonalizować albo po prostu uznajemy za normalne, oglądane z zewnątrz stają się dziwne, chaotyczne, niekiedy wręcz groteskowe. Kura nie wie przecież, czym są pieniądze, granice państw, status społeczny czy rodzinne zobowiązania. I właśnie dlatego jej spojrzenie pozwala Pálfiemu na chwilę pozbawić te rzeczy znaczeń, które sami im nadaliśmy.

I NIE WYPADAMY W TEJ HISTORII NAJLEPIEJ
W świecie obserwowanym przez bohaterkę nie brakuje przemocy, chciwości, rodzinnych konfliktów czy przestępczości. Pojawia się również temat migracji i ludzi poszukujących dla siebie bezpiecznego miejsca. Łatwo byłoby więc zrobić z „Kury” dość oczywistą przypowieść o tym, że zwierzęta są niewinne, a ludzie okrutni. Na szczęście Pálfi nie potrzebuje aż tak prostego podziału. Znacznie ciekawszy jest sam dystans, jaki tworzy zwierzęca perspektywa. Reżyser pozwala spojrzeć na nasze zachowania tak, jakbyśmy zobaczyli je po raz pierwszy – bez całej sieci społecznych umów, które zwykle nadają im sens. Rezultat bywa komiczny, ale śmiech często szybko zamiera, bo absurd sąsiaduje tutaj z czymś bardzo realnym i bolesnym. Ta umiejętność przechodzenia między groteską a dramatem jest jedną z największych zalet filmu.

A PRZECIEŻ CHCE TEGO SAMEGO CO MY
Największym paradoksem „Kury” jest jednak to, że im mocniej film podkreśla różnicę między człowiekiem a zwierzęciem, tym łatwiej odnaleźć w losie bohaterki coś bardzo uniwersalnego. Jej potrzeby są elementarne: chce być wolna, przetrwać, znaleźć bezpieczne miejsce i ochronić przyszłe potomstwo. W świecie przepełnionym skomplikowanymi ludzkimi konfliktami właśnie ona ma jeden z najbardziej zrozumiałych celów. Dzięki temu film z czasem zaczyna działać również emocjonalnie. Pálfi nie potrzebuje dialogów bohaterki, wewnętrznych monologów ani komputerowo animowanej mimiki, żebyśmy zaczęli przejmować się jej losem. Co więcej, powstrzymanie się od nadmiernego uczłowieczania kury sprawia, że ta więź jest znacznie ciekawsza. Bohaterka pozostaje zwierzęciem, a jednak kibicujemy jej jak pełnoprawnej protagonistce.

OSIEM KUR. ZERO CGI. JAK ONI TO ZROBILI?!
Jeszcze bardziej imponujące staje się to wszystko, gdy spojrzymy za kulisy. Tytułową bohaterkę „zagrało” aż osiem wyszkolonych kur: Eszti, Szandi, Feri, Enci, Eti, Enikő, Nóra i Anett. Poszczególne ptaki wykorzystywano do różnych zachowań – od biegania po charakterystyczne dziobanie. Twórcy nie wspomagali się przy kreowaniu bohaterki CGI ani sztuczną inteligencją. Ogromną rolę odgrywają również zdjęcia Giorgosa Karvelasa. Kamera często znajduje się bardzo nisko nad ziemią, dzięki czemu przestrzeń zostaje podporządkowana perspektywie zwierzęcia. Ludzie, budynki czy przedmioty zaczynają wyglądać inaczej, niż jesteśmy przyzwyczajeni, a świat staje się większy i mniej przewidywalny. Formalny pomysł filmu zostaje więc wpisany nie tylko w scenariusz, ale przede wszystkim w sam sposób opowiadania obrazem. I chyba właśnie realizacyjna konsekwencja najbardziej chroni „Kurę” przed staniem się jedynie zabawnym eksperymentem. Osiem prawdziwych ptaków, odpowiednio ustawiona kamera i montaż wystarczają, żebyśmy po pewnym czasie niemal zapomnieli, jak absurdalne było początkowe założenie całego przedsięwzięcia.

NIE MIAŁEM TEGO W BINGO NA 2026 ROK
Tego, że zachwycę się filmem o kurze, zdecydowanie nie było w moim bingo na ten rok. Jeszcze większym zaskoczeniem jest to, że za pozornie absurdalnym konceptem kryje się kino mające zarówno własny język, jak i coś konkretnego do powiedzenia. Pálfi potrafi być zabawny bez zamieniania filmu w komedię o zwierzaku, poruszający bez taniego sentymentalizmu i zaangażowany bez zamieniania swojej historii w nachalny manifest. „Kura” jest tragikomiczna, kreatywna i mega oryginalna, ale przede wszystkim konsekwentnie wykorzystuje swój najbardziej szalony pomysł. Zaczyna się od pytania: jak zrobić pełnometrażowy film, którego główną bohaterką jest kura? Kończy zaś znacznie ciekawszym: co zobaczylibyśmy, gdybyśmy choć na chwilę przestali patrzeć na świat wyłącznie po ludzku?

I wcale się nie zdziwię, jeśli pod koniec roku „Kura” wyląduje w moim TOP 10 najlepszych filmów 2026 roku. Mocne 8/10.