HOMO SAPIENS? (HOMO ARGENTUM), reż. Mariano Cohn, Gastón Duprat, 2025

Twórcy przebojowych „Boskich” z Penelope Cruz i Antonio Banderasem oraz kultowego „Honorowego obywatela” wracają z komediodramatem, który przyciągnął do argentyńskich kin ponad 2 miliony widzów! Poniżej znajdziecie kilka powodów, dla których warto go obejrzeć – film jest już dostępny w polskich kinach, polecam!

„HOMO SAPIENS?” POKAZUJE ARGENTYNĘ, ALE OPOWIADA O NAS WSZYSTKICH.
Cohn i Duprat biorą pod lupę swoich rodaków, wyciągając na powierzchnię ich przywary, słabości i absurdy. Szybko okazuje się jednak, że narodowość ma tutaj drugorzędne znaczenie. Hipokryzja, egoizm, klasowe uprzedzenia, potrzeba uznania czy obsesja sukcesu nie znają przecież granic. Wystarczy zmienić język i kilka kulturowych szczegółów, żeby odpowiedników bohaterów filmu znaleźć również znacznie bliżej własnego domu.

16 HISTORII. 16 BOHATERÓW. 16 RAZY DOSTAJEMY RYKOSZETEM.
Reporter na mundialu, ksiądz pracujący w slumsach, milioner, reżyser filmowy, neurotyczny intelektualista czy prezydent elekt – to tylko niektóre z postaci, które spotykamy podczas seansu. Każda z szesnastu historii bierze na celownik inny absurd współczesności albo kolejną ludzką słabość. Nie wszystkie segmenty są równie celne, co przy takiej konstrukcji wydaje się niemal nieuniknione. Najlepsze z nich potrafią jednak w zaledwie kilka minut powiedzieć o swoich bohaterach więcej niż niejeden pełnometrażowy film.

GUILLERMO FRANCELLA GRA ICH WSZYSTKICH. I JEST FENOMENALNY.
Szesnaście historii łączy jedna twarz – należąca do Guillermo Francelli, który wciela się tutaj w całą galerię skrajnie różnych bohaterów. Zmienia wiek, status społeczny, sposób mówienia, temperament i zachowanie, ale jego występ nie sprowadza się do kolejnych charakteryzacji. Z czasem można wręcz odnieść wrażenie, że Francella nie gra szesnastu różnych ludzi, lecz pokazuje szesnaście wariantów tego samego człowieka. Pełnego sprzeczności, słabości i przekonanego, że to zawsze ktoś inny zasługuje na krytykę.

NAJPIERW SIĘ ŚMIEJESZ. POTEM ROBI SIĘ TROCHĘ NIEWYGODNIE.
Cohn i Duprat nie moralizują i nie próbują tłumaczyć widzowi, co powinien myśleć o swoich bohaterach. Zamiast tego bezlitośnie obnażają ich małostkowość, hipokryzję i mechanizmy samooszukiwania, a następnie zamieniają je w źródło czarnego, często bardzo gorzkiego humoru. Śmiejemy się więc z kolejnych absurdów, dopóki nie dociera do nas, jak wiele z nich znamy z własnego otoczenia. A czasami, co jest jeszcze mniej komfortowe, również z własnego zachowania.

TEN FILM STAŁ SIĘ W ARGENTYNIE FENOMENEM. I TRUDNO SIĘ DZIWIĆ.
Ponad 2 mln widzów w argentyńskich kinach uczyniło „Homo Sapiens?” jednym z największych lokalnych sukcesów ostatnich lat. Ta frekwencja jest tym ciekawsza, że Cohn i Duprat wcale swoim rodakom nie schlebiają. Przeciwnie — podsuwają im wyjątkowo złośliwe zwierciadło. Być może właśnie w tym tkwi sekret sukcesu: bardzo lubimy śmiać się z własnych wad, przynajmniej dopóki możemy udawać, że chodzi o kogoś innego.

    I właśnie dlatego film Cohna i Duprata działa również tysiące kilometrów od Buenos Aires. Lokalny kontekst nadaje poszczególnym historiom charakteru, ale kryjące się za nimi zachowania, pragnienia i słabości są zaskakująco uniwersalne. „Homo Sapiens?” bywa przerysowany, złośliwy i bezlitosny wobec swoich bohaterów, ale właśnie dzięki temu jego satyra potrafi trafiać w czułe punkty. Bo ostatecznie najzabawniejsze okazuje się tutaj dokładnie to samo, co najbardziej niewygodne: świadomość, że od ludzi na ekranie wcale nie różnimy się aż tak bardzo.

    Polecam! Recenzja powstała w ramach współpracy z Aurora Films.