ZABÓJCZA PRZYJAŹŃ (HIS & HERS), miniserial

Widzowie ewidentnie kochają seriale kryminalne – wystarczy spojrzeć na wyniki oglądalności. Nic więc dziwnego, że kolejne tytuły z tego gatunku wyrastają jak grzyby po deszczu. W minionym tygodniu Netflix dorzucił do tej układanki „Zabójczą przyjaźń” (tak, właśnie w ten sposób przetłumaczono oryginalny tytuł produkcji, czyli „His & Hers” – spuśćmy na to kurtynę milczenia). I choć serial wyraźnie rozminął się z moimi oczekiwaniami (o tym za chwilę) oraz kilkukrotnie zirytował mnie fabularnymi głupotkami, finalnie dostarczył mi całkiem sporo rozrywki.
Anna (Tessa Thompson), niegdyś jedna z czołowych reporterek informacyjnych w Atlancie, po rodzinnej tragedii wycofała się z życia zawodowego. Gdy częściowo udaje jej się uporać z traumą, decyduje się wrócić do pracy i zostaje wysłana do Dahlonegi – rodzinnego miasta, w którym doszło do tajemniczego zabójstwa. Sprawę prowadzi miejscowy detektyw Jack Harper (Jon Bernthal), prywatnie mąż bohaterki, z którym pozostaje ona w separacji. Oboje próbują rozwikłać zagadkę morderstwa, podejrzewając jednocześnie… siebie nawzajem. Wraz z postępem śledztwa napięcie między nimi narasta, a atmosfera gęstnieje od wzajemnej nieufności i podejrzeń.
„Zabójcza przyjaźń” to serial, który równie często irytuje, co intryguje. Piętrzące się przypadkowe zbiegi okoliczności oraz nielogiczne decyzje bohaterów potrafią skutecznie podkopać zaangażowanie widza. Problemem jest także całkowity brak chemii pomiędzy Tessą Thompson a Jonem Bernthalem – choć oboje są zdolnymi aktorami, we wspólnych scenach nie brzmią ani wiarygodnie, ani przekonująco. Największym rozczarowaniem pozostaje jednak niespełniona obietnica dwóch równorzędnych perspektyw narracyjnych. Jako wielki fan „The Affair” sięgnąłem po ten serial właśnie z tego powodu – i poczułem się zwyczajnie oszukany.
Jak widać, wad jest naprawdę sporo. Dlaczego więc obejrzałem serial do końca i wystawiłem mu ocenę 7/10? Cóż, produkcje balansujące na pograniczu thrillera i serialu kryminalnego od zawsze są moją słabością. Akcja osadzona w małym miasteczku, którego mieszkańcy skrywają liczne sekrety i wzajemne powiązania, okazała się wciągająca, a ich stopniowe odkrywanie dostarczyło mi sporo satysfakcji. Każdy kolejny odcinek poszerza też wiedzę o przeszłości Anny i Jacka, co pozwala spojrzeć na wydarzenia z nowej perspektywy. Decydujący okazał się jednak finał – twist fabularny autentycznie mnie zaskoczył i, choć może wydawać się irracjonalny, ma swoje logiczne uzasadnienie.
To produkcja, którą najlepiej oglądać bez wygórowanych oczekiwań – jako czystą, niezobowiązującą rozrywkę. Serial ma zaledwie sześć odcinków po około 40 minut, więc bez problemu pochłoniecie go w maksymalnie dwa wieczory. Ode mnie 7/10.


