WYSOKIE I NISKIE TONY (EN FANFARE), reż. Emmanuel Courcol, 2024

Są filmy, o których najlepiej mówią liczby – „Wysokie i niskie tony” zdobyły aż siedem nominacji do Cezarów i przyciągnęły do francuskich kin niemal trzy miliony widzów. To nieprzypadkowy sukces – pod komediową powierzchnią nowego obrazu Emmanuela Courcola kryją się tematy i emocje dalekie od banału. Reżyser z wyczuciem i subtelną ironią opowiada historię dwóch mężczyzn połączonych więzami krwi, lecz ukształtowanych przez zupełnie odmienne doświadczenia. Pod oszczędnym humorem kryje się tu opowieść o poszukiwaniu własnych korzeni, samotności wpisanej w życiowe wybory oraz pasji, która potrafi połączyć ludzi z pozornie nieprzystających do siebie światów.

Thibaut (Benjamin Lavernhe) jest światowej sławy dyrygentem, który większość życia spędza w podróży. Gdy dowiaduje się, że został adoptowany, odkrywa istnienie brata – Jimmy’ego (Pierre Lottin), pracownika szkolnej stołówki i puzonisty grającego w amatorskiej orkiestrze dętej na północy Francji. Z pozoru dzieli ich wszystko poza miłością do muzyki. Dostrzegając niezwykły talent brata, Thibaut postanawia zmierzyć się z niesprawiedliwością losu i spróbować naprawić to, co odebrało im przeznaczenie.

Narracja opiera się na wyraźnym kontraście między światem artystycznych elit, uosabianym przez Thibauta, a codziennością Jimmy’ego. Courcol sięga po formułę rodzinnego melodramatu, by opowiedzieć o nierównościach społecznych, ich psychologicznych konsekwencjach oraz o godności, która nie ma wiele wspólnego z prestiżem czy pozycją. Różnice ekonomiczne, edukacyjne i kulturowe realnie wpływają tu na sposób komunikacji bohaterów, ich emocje i wzajemne uprzedzenia, a całość z dużą empatią pokazuje, że nie są one efektem prostych wyborów, lecz splotu różnych okoliczności. Opowieść świadomie koncentruje się na perspektywie jednostek, pozostawiając szersze tło społeczne jedynie zarysowane i podporządkowane emocjonalnej osi historii.

Film sprawnie balansuje między komedią a dramatem, potrafiąc jednocześnie bawić i poruszać bez utraty spójności tonu. Lżejsze sceny płynnie przechodzą tu w bardziej intymne i bolesne momenty, a humor wynika przede wszystkim z różnic charakterów i codziennych nieporozumień, a nie z nachalnych gagów czy przerysowania. Duża w tym zasługa aktorstwa opartego na niuansach – relacja braci rozwija się organicznie, bez tłumaczenia emocji na siłę. Benjamin Lavernhe i Pierre Lottin tworzą duet o wyraźnej chemii, dzięki czemu bohaterowie pozostają jednocześnie wiarygodni, niejednoznaczni i zwyczajnie bliscy widzowi.

I jeszcze kilka słów o muzyce, która w tym filmie pełni rolę znacznie ważniejszą niż zwykłe tło – staje się jednym z głównych nośników narracji i emocji. Autorska ścieżka dźwiękowa Michela Petrossiana łączy klasyczne brzmienia z energią prowincjonalnej orkiestry dętej, działając jak emocjonalny komentarz i most między dwoma światami. Próby, występy i codzienna praktyka muzyczna porządkują relacje między bohaterami i często mówią więcej niż kolejne dialogi, tworząc zarówno przestrzeń wspólnoty, jak i pole napięć, ambicji oraz różnic w podejściu do sztuki. Courcol prowadzi tę historię bez formalnych ozdobników, skupiając się na rytmie scen, dzięki czemu to właśnie muzyka staje się językiem, którym bracia uczą się ze sobą porozumiewać.

„Wysokie i niskie tony” to ciepłe, dobrze zagrane i mądrze poprowadzone kino środka, które pod lekką formą skrywa uważną opowieść o relacjach, klasowych różnicach i sile wspólnej pasji. Choć film nie zawsze sięga po bardziej ryzykowne czy pogłębione rozwiązania, nadrabia empatią, aktorstwem i świetnie wykorzystanym motywem muzyki. Ode mnie 7/10, bardzo polecam.