DO NIEZNANEJ ZIEMI (TO A LAND UNKNOWN), reż. Mahdi Fleifel, 2025

Wciąż rozwijający się kryzys uchodźczy inspiruje kolejnych twórców filmowych do podejmowania tego tematu. Już w najbliższy piątek, dzięki dystrybucji Aurora Films, do polskich kin trafi dramat Mahdiego Fleifela – film nagradzany i szeroko doceniany na festiwalach na całym świecie (ponad 30 nagród i 60 nominacji). Akcja „Do nieznanej ziemi” rozgrywa się w peryferyjnych przestrzeniach Aten, wśród bohaterów funkcjonujących na marginesie systemu, łącząc surowość niemal dokumentalnej obserwacji z napięciem charakterystycznym dla pełnokrwistego thrillera. To wyraziste, bezkompromisowe kino, wyraźnie wymykające się schematom – dlatego z przyjemnością objąłem ten tytuł patronatem medialnym.

Chatila (Mahmoud Bakri) i Reda (Aram Sabbah) to palestyńscy kuzyni, którzy uciekają z obozu dla uchodźców w Libanie w poszukiwaniu lepszego życia. Stawka jest wysoka – Chatila zostawił tam rodzinę, licząc, że po osiągnięciu względnej stabilizacji zdoła sprowadzić ją do Europy. Droga do wymarzonych Niemiec prowadzi przez Ateny, gdzie mężczyźni zmagają się z codziennością życia na marginesie społeczeństwa i desperacko próbują zgromadzić środki na dalszą podróż. Gdy Reda, zmagający się z uzależnieniem od narkotyków, trwoni ich oszczędności, Chatila wikła się w ryzykowną intrygę przemytniczą, która prowadzi kuzynów w mroczne rejony przestępczego świata.

Fleifel nie próbuje opowiadać w imieniu swoich bohaterów, lecz konsekwentnie oddaje im przestrzeń, rejestrując ich codzienność bez moralizowania i narracyjnych podpowiedzi. Doświadczenie uchodźcze ukazane jest tu jako stan permanentnego zawieszenia – między granicami, decyzjami i tożsamościami – pozbawiony dramatycznych fajerwerków, a naznaczony powtarzalnością, niepewnością i psychicznym wyczerpaniem. Choć film wyrasta z bardzo konkretnego kontekstu politycznego i geograficznego, jego znaczenie szybko wykracza poza doraźny komentarz społeczny. „Do nieznanej ziemi” staje się w efekcie opowieścią o utracie domu, wykorzenieniu i niemożności powrotu do dawnego życia, zbliżając się do egzystencjalnego dramatu.

Największą siłą filmu pozostaje psychologiczna złożoność bohaterów, którzy nie są ani jednoznacznie „dobrzy”, ani „źli”, lecz działają pod presją strachu i instynktu przetrwania. Fleifel pokazuje, jak ekstremalne okoliczności wypaczają moralne wybory i zmuszają do kompromisów, czyniąc postacie wiarygodnymi i trudnymi do łatwej oceny. Ta perspektywa wiąże się jednak ze świadomym zawężeniem pola widzenia – film koncentruje się niemal wyłącznie na jednostkowym doświadczeniu, rezygnując z szerszej analizy mechanizmów politycznych i instytucjonalnych kryzysu migracyjnego. Choć jest to dowód artystycznej konsekwencji, pozostawia też lekkie poczucie niedosytu – szersza perspektywa mogłaby pogłębić wymowę całości.

Doświadczenie Fleifela w kinie dokumentalnym wyraźnie kształtuje sposób prowadzenia narracji – kamera często obserwuje z dystansu i unika efektownych kompozycji. Autentyzm tej perspektywy wzmacniają prywatne doświadczenia reżysera, który dorastał w obozie dla uchodźców i teraz, po latach, z wyczuciem oddaje codzienność tych miejsc, podkreślając determinację oraz siłę przetrwania ich mieszkańców. Zamiast epatować dramatyzmem, film buduje napięcie poprzez ciszę, pauzy i niedopowiedzenia, a jego ascetyczna, chłodna forma wyraźnie odróżnia go od typowych empatycznych dramatów społecznych, które próbują wymusić określoną reakcję widza.

„Do nieznanej ziemi” to kino surowe, konsekwentne i artystycznie uczciwe, które z dokumentalną wrażliwością mierzy się z jednym z najważniejszych problemów współczesności. Choć chłodna forma i zawężona perspektywa mogą pozostawiać poczucie niedosytu, film broni się autentyzmem, psychologiczną wiarygodnością i napięciem budowanym bez łatwych emocjonalnych skrótów. Ode mnie: 7/10.