BRAT, reż. Maciej Sobieszczański, 2025

Ależ mamy zdolnych młodych aktorów! Ledwo zdążyłem ochłonąć po „Ministrantach”, a już wracam do Was z recenzją filmu, który ponownie udowadnia, że młodzi twórcy potrafią nadawać ekranowym emocjom autentyczność i świeżość, jakiej nie da się wyreżyserować. „Brat” jest jedną z ostatnich polskich premier tego roku, a mimo to mówi się o nim zaskakująco mało, jakby miał rozpłynąć się w repertuarze bez należnej mu uwagi. Nie potrafię tego zrozumieć, bo to dokładnie ten rodzaj kina, o którym powinno się mówić częściej, szczególnie że stoi za nim aktorska energia, której nie sposób zignorować.

Film opowiada o rodzinie próbującej utrzymać równowagę w świecie pełnym przemocy, niespełnionych ambicji i narastającego chaosu. Czternastoletni Dawid (znakomity Filip Wiłkomirski) dźwiga odpowiedzialność zarówno za młodszego brata (Tytus Szymczuk), jak i aspiracje matki (Agnieszka Grochowska), która desperacko próbuje odciąć się od dawnego życia i męża odbywającego karę więzienia (Jacek Braciak). W codzienności rozpiętej między szkołą, domem a ulicą jego pewność i wypracowana siła zaczynają się kruszyć. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej w momencie pojawienia się Konrada (Julian Świeżewski) – jedynego dorosłego, któremu Dawid ufa, co uruchamia sekwencję wydarzeń mogących tę rodzinę scalić albo bezpowrotnie rozbić.

„Brat” niezwykle trafnie portretuje dorastanie jako proces odbywający się właściwie „bez dorosłych”, bo ci, którzy powinni być przewodnikami, nie są w stanie pełnić tej roli. Dawid uczy się więc świata sam, popełniając błędy i reagując na kolejne impulsy środowiska, które nie oferuje mu żadnych bezpiecznych ram. Film konsekwentnie trzyma się jego perspektywy, budując obraz rzeczywistości, w której przemoc – zarówno fizyczna, jak i symboliczna – staje się podstawowym językiem codzienności. Dzięki temu opowieść rezonuje nie tylko emocjonalnie, lecz także społecznie, bo pokazuje systemowy brak wsparcia dla tych, którzy dojrzewają w świecie pozbawionym stabilnych dorosłych. To kino, które nie moralizuje, ale precyzyjnie obserwuje, jak dziecko próbuje udźwignąć rolę, której nigdy nie powinno dostać.

Sobieszczański prowadzi tę historię z dużą precyzją, pozostając uważnym obserwatorem: nie tłumaczy, nie forsuje i nie podpowiada emocji. Dzięki temu, nawet jeśli kolejne sceny przytłaczają ciężarem, widz nie ma poczucia, że jest emocjonalnie prowadzony za rękę czy szantażowany zbędnymi środkami wyrazu. Owszem, można dostrzec narracyjne déjà vu – motyw ojca-więźnia, matki zaczynającej od nowa i dziecka przejmującego rolę dorosłego powraca w polskim kinie regularnie, podobnie jak chwilami nieco „nieaktualna” stylistyka świata przedstawionego. Te rysy nie rozmywają jednak najistotniejszego: szczerości obserwacji i konsekwencji, z jaką film prowadzi bohaterów przez rzeczywistość pozbawioną tego, co wielu określa mianem „normalności”.

Największą siłą „Brata” jest wybitne aktorstwo. Grochowska i Świeżewski ponownie potwierdzają swoją ekranową klasę: ona w roli matki rozpaczliwie próbującej ochronić dzieci i wyrwać się z błędnego koła przeszłości, on jako mężczyzna pojawiający się gdzieś z boku, ale mający realny wpływ na jej przyszłość. Najmocniej wybrzmiewa jednak duet młodych aktorów, tworzących niezwykle wiarygodną relację braci pozbawioną dziecięcej maniery, zbudowaną z gestów, spojrzeń i drobnych napięć. Chłopięca lojalność miesza się tu z emocjonalną nieporadnością, a przedwczesna odpowiedzialność Dawida nie jest wypowiadana – tylko przejmująco widoczna. Intensywność tych scen stanowi rdzeń filmu, dlatego wcale nie dziwię się, że to właśnie Filip Wiłkomirski otrzymał w Gdyni nagrodę za najlepszy debiut aktorski.

„Brat” to kino surowe, szczere i mocno zakorzenione w emocjach, które działa przede wszystkim dzięki niezwykłej pracy aktorskiej. Ode mnie solidne 7,5/10, bardzo polecam.