OPOWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA (STARGATE – EN JULEFORTELLING), reż. Ida Sagmo Tvedte, 2025

Jeśli sądzicie, że wszystkie świąteczne filmy muszą być przeraźliwie przewidywalne, mam dziś dla Was tytuł, który skutecznie temu przeczy. A jeśli ktoś potrafi opowiadać o Bożym Narodzeniu bez odrobiny kiczu, to właśnie Norwegowie. Wchodząca dziś do kin „Opowieść świąteczna” tylko na pierwszy rzut oka przypomina klasyczne grudniowe historie – zamiast bajkowej atmosfery dostajemy surowe Oslo i dwie siostry mierzące się z codziennością naznaczoną problemami ojca. To film, który zdziera ze świąt całą dekoracyjną otoczkę i skupia się na tym, co w nich naprawdę istotne. A przy tym pokazuje, że czasem wystarczy drobny znak nadziei, by przetrwać najciemniejsze dni zimy.

Dziesięcioletnia Ronja mieszka z rodziną w zwyczajnym miejskim bloku, ale w myślach wciąż powraca do drewnianej chatki pachnącej świerkiem i wyobrażenia życia, które mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Kiedy jej ojciec podejmuje sezonową pracę przy sprzedaży choinek, w domu na moment pojawia się iskra nadziei: zapach igliwia, śmiech i kilka wspólnych chwil. Niestety emocjonalny kryzys i samotność taty szybko sprawiają, że ciężar codzienności zaczyna spoczywać na jego córkach. Ronja i jej starsza siostra Melissa próbują odnaleźć się w tej sytuacji najlepiej, jak potrafią. Odkrywają przy tym, że nawet w trudnych momentach można trafić na czułość, wsparcie i ludzi gotowych wyciągnąć pomocną dłoń.

To film o bliskości, sile i pojednaniu, który przypomina, że święta wcale nie muszą być obowiązkowo radosne ani pozbawione mroku. Tvedte z niezwykłym wyczuciem opowiada o emocjach zwykle pomijanych w świątecznym repertuarze: stracie, poczuciu winy i rodzinnych napięciach, które przecież wszyscy dobrze znamy. W tle pobrzmiewają świąteczne melodie, lecz w centrum pozostaje cisza – ta, która zapada, gdy ktoś po raz kolejny zawodzi bliskich. Reżyserka pokazuje, że pojednanie nie wynika z hollywoodzkiej „magii”, ale z powolnego, trudnego procesu otwierania się na rozmowę i wzajemne zrozumienie. Dzięki temu jej film wyróżnia się na tle przewidywalnych komedii i romansów zalewających grudniowe platformy streamingowe.

„Opowieść świąteczna” to opowieść o dziecięcej nadziei, która w zderzeniu z rzeczywistością zamienia się w zbyt wczesną lekcję dorosłości i w doświadczenie parentyfikacji – moment, w którym to dzieci zaczynają troszczyć się o rodziców. Tvedte pokazuje odwagę i siłę najmłodszych, unikając przy tym dydaktyzmu i emocjonalnej przesady. Zamiast ckliwości proponuje realizm: czuły, surowy, ale niepozbawiony światła. W prostych obrazach i drobnych gestach kryje się tu więcej prawdy niż w setkach błyszczących choinek. To niełatwy, niejednoznacznie optymistyczny film, ale właśnie dlatego tak potrzebny – przypomina, że nawet w najciemniejszym grudniu może zapłonąć małe, ludzkie światło.

Film wyróżnia się na tle klasycznych świątecznych opowieści dzięki oryginalnemu połączeniu tonów i estetyk: z jednej strony pozostaje kinem rodzinnym, mocno osadzonym w emocjach, a z drugiej sięga po symboliczne, niemal baśniowe akcenty nadające historii aurę przypowieści. Subtelnie budowany klimat – pozbawiony słodyczy, a zanurzony w nordyckiej melancholii – tworzy atmosferę bardziej medytacyjną niż rozrywkową. Dzięki temu seans wciąga w rytm zupełnie odmienny od tego, do którego przyzwyczaiło nas typowe kino świąteczne. Film nie próbuje na siłę wzruszać, lecz prowadzi widza przez emocje bohaterów z uważnością i spokojem. Stonowany, a przy tym ciepły ton sprawia, że ta opowieść o ludziach szukających równowagi między pamięcią a teraźniejszością zyskuje wyjątkowy charakter.

„Opowieść świąteczna” nie jest obrazem idealnym – momentami gubi rytm, a niektóre fragmenty scenariusza mogą wydawać się zbyt enigmatyczne lub przewidywalne. Mimo tych niedoskonałości widać jednak, że to kino powstało z autentycznej potrzeby opowiedzenia ważnej, cichej historii. I właśnie ta szczerość sprawia, że warto je docenić. To film, który pozostanie z Wami na dłużej – jak światło tlące się jeszcze chwilę po zgaszeniu ekranu.