NIE MARTW SIĘ, NIC MI NIE JEST (TKT), reż. Solange Cicurel, 2024

Nie wiedzieć czemu, w ostatnich latach pojęcie „kino edukacyjne” bywa mocno deprecjonowane i brzmi tak, jakby niosło ze sobą coś negatywnego. A przecież filmy nie powstają wyłącznie w celach rozrywkowych – większość z nas lubi to uczucie, gdy kino wywołuje autentyczne emocje, prowokuje do dyskusji lub głębszych refleksji. Dlatego kiedy kilkanaście dni temu otrzymałem propozycję objęcia patronatu medialnego nad filmem „Nie martw się, nic mi nie jest”, obejrzałem go niemal od razu i bez wahania przyjąłem zaproszenie. Bo choć film ma swoje mankamenty, porusza jeden z najistotniejszych problemów współczesnej młodzieży. Poniżej przedstawiam trzy powody, dla których warto wybrać się na seans.
Bohaterką filmu jest Emma (Lanna de Palmaert), 16-letnia popularna licealistka, której codzienność nagle ulega dramatycznemu zwrotowi. W następstwie bolesnych doświadczeń związanych z przemocą rówieśniczą dziewczyna zapada w śpiączkę i staje się niewidzialną obserwatorką własnego świata. Słyszy rozmowy bliskich, wraca do wspomnień i odkrywa sekrety, które wcześniej umykały jej uwadze. Za pozornie idealnym obrazem życia kryją się emocje, których nikt nie dostrzegł. Film subtelnie przypomina, jak łatwo dorosłym przeoczyć sygnały wysyłane przez młodych ludzi i stawia pytanie: czy naprawdę znamy swoje dzieci oraz potrafimy je słuchać?
Powód 1 – Poruszający i społecznie istotny temat
Statystyki przerażają – w Polsce aż 62% uczniów doświadcza przemocy rówieśniczej, a ponad 80% młodych osób przyznaje, że nie radzi sobie z codziennym stresem. Film odważnie mierzy się z tematem przemocy i cyberprzemocy – zjawisk, które coraz częściej definiują młodzieńczą codzienność. Solange Cicurel pokazuje, jak okrucieństwo może przybrać formę pozornie niewinnych gestów: komentarza, zdjęcia, żartu, który wymyka się spod kontroli. To kino, które nie ucieka w sensację ani moralizowanie, lecz koncentruje się na emocjonalnych skutkach milczenia i obojętności. Reżyserka podejmuje ten temat z empatią i szczerością, tworząc film, który naprawdę porusza.
Powód 2 – Pomysłowa konstrukcja narracyjna
Najmocniejszym elementem filmu jest jego narracyjny zabieg: bohaterka, będąca ofiarą przemocy, staje się niewidzialną obserwatorką własnego życia. Z perspektywy „poza światem” przygląda się wydarzeniom sprzed tragedii, próbując zrozumieć, co doprowadziło ją do upadku. Ten metafizyczny pomysł nie jest jedynie ozdobą fabularną – pozwala reżyserce połączyć dramat psychologiczny z refleksyjnym kinem egzystencjalnym. Film działa dzięki temu jak emocjonalne śledztwo, w którym widz staje się współuczestnikiem odkrywania prawdy.
Powód 3 – Silna rola młodej aktorki i uczciwość emocjonalna
Rola Lanny de Palmaert to serce filmu. Jej gra jest naturalna, nieprzerysowana i pełna empatii – bez patosu, za to z autentyczną wrażliwością, która przekonuje bardziej niż niejedna gwiazdorska kreacja. Partnerujący jej dorośli aktorzy tworzą tło, które dopełnia portret samotności bohaterki i podkreśla emocjonalny wymiar historii. Cicurel zachowuje ton bez histerii – mimo że temat mógłby łatwo przerodzić się w melodramat, reżyserka unika epatowania tragedią. Nie szuka winnych, lecz pokazuje systemowe i emocjonalne pęknięcia, które prowadzą do katastrofy.
Film został już dostrzeżony na europejskich festiwalach, m.in. na LuxFilmFest w Luksemburgu, gdzie znalazł się w oficjalnej selekcji sekcji Młodego Widza. Głęboko wierzę, że w Polsce również znajdzie swoje grono odbiorców i sprowokuje do szczerej rozmowy o problemie przemocy rówieśniczej. To kino, które porusza i inspiruje do refleksji. Zachęcam Was do seansu – „Nie martw się, nic mi nie jest” wchodzi do kin już w ten piątek, 17 października.



A co z Twoją oceną? 🙂 jak zwykle jestem jej niezwykle ciekawa 🙂
Oceniłem film pozytywnie. Na Filmwebie przyznałem 6/10.