TEŚCIOWIE 3, reż. Jakub Michalczuk, 2025

Podobnie jak wielu polskich widzów, mam spory problem z rodzimymi komediami. Absolutnym wyjątkiem okazali się jednak „Teściowie” z 2021 roku – film, który bawił mnie do łez i do którego wracałem już kilkukrotnie. Druga część nieco obniżyła loty, choć w mojej ocenie wciąż utrzymywała przyzwoity poziom. Tydzień temu do kin zawitała nowa odsłona serii – i wydarzył się mały cud. W weekend otwarcia obejrzało ją aż 377 tysięcy widzów, co dało jej najlepszy start polskiego filmu w 2025 roku. To ogromny powód do radości, bo naprawdę dobre kino zasługuje na jak najszerszą publiczność. Zapraszam do lektury mojej recenzji.
Akcja trzeciej części koncentruje się na przygotowaniach do rodzinnych chrzcin, które zamiast stać się okazją do pojednania, przeradzają się w arenę pełną napięć i komicznych spięć. W centrum wydarzeń ponownie znajdują się Wanda (Izabela Kuna) i Tadeusz (Adam Woronowicz) oraz Małgorzata (Maja Ostaszewska) i Andrzej (Marcin Dorociński) – dwie pary teściów, których odmienne charaktery i ambicje nieustannie prowadzą do konfliktów. Film rozwija dobrze znaną dynamikę między bohaterami, wystawiając ich na kolejną próbę znalezienia wspólnego języka w wyjątkowo burzliwych okolicznościach.
Rzadko zdarza się, by sequel dorównał oryginałowi. Tymczasem trzecia część nie tylko utrzymuje znakomity poziom pierwszego filmu, ale miejscami wręcz go przewyższa. Humor jest tu wyjątkowo różnorodny: od gagów sytuacyjnych i fizycznych, przez błyskotliwe dialogi, aż po dowcipy trafnie punktujące nasze społeczne przywary. Śmiech wynika nie tyle z przesady, ile z celnej obserwacji codzienności – relacji między prowincją a miastem, stereotypów klasowych czy rodzinnych absurdów. Podobnie jak w poprzednich odsłonach, dostajemy więc nie tylko komedię o kolejnej uroczystości, lecz także satyryczny portret polskiej mentalności.
Choć film pozostaje przede wszystkim komedią, nie brakuje w nim momentów wprowadzających melancholię i refleksję nad kondycją współczesnych relacji rodzinnych. Dzięki tym akcentom obraz nie jest jedynie zbiorem gagów, lecz staje się wielowymiarowy, oferując widzom przestrzeń zarówno do śmiechu, jak i zadumy. Miałem wręcz wrażenie, że w tej odsłonie elementów refleksyjnych jest chwilami więcej niż czysto komediowych – a mimo to całość wypada naturalnie, bo wynika ze zmieniającej się dynamiki między bohaterami. Michalczuk i Modzelewski doskonale wiedzą, co chcą pokazać, i realizują to w sposób imponujący.
Film zachwyca stroną wizualną i dbałością o szczegóły, a elementy techniczne – montaż, rytm dialogów czy prowadzenie kamery – pozwalają aktorom w pełni rozwinąć skrzydła. Kluczowa pozostaje jednak obsada: Maja Ostaszewska, Izabela Kuna, Adam Woronowicz i Marcin Dorociński (co za znakomity powrót do serii!) tworzą kwartet, którego chemia działa w każdej sytuacji – zarówno w ostrych, kłótliwych wymianach zdań, jak i w drobnych gestach czy spojrzeniach, niosących nieoczekiwany komizm. Ich gra jest fenomenalna: bez cienia szarży czy karykatury nadają postaciom autentyczności, sprawiając, że widzimy w nich ludzi z krwi i kości. Dużo świeżości wnoszą także nowi bohaterowie – Magdalena Popławska i Wojciech Mecwaldowski naprawdę błyszczą na ekranie. Co ciekawe, dzieci głównych postaci – choć formalnie stanowią katalizator całej sytuacji – pozostają na dalszym planie. Paradoksalnie właśnie to działa na korzyść filmu, bo ta seria nigdy nie była opowieścią o nich, lecz o ich rodzicach.
Po seansie trzeciej części wiem jedno – chcę zobaczyć czwartą, piątą i szóstą odsłonę tej historii. Mając świadomość, że za sterami serii stoją wciąż ci sami twórcy, można być spokojnym, że nie zmarnują potencjału tych fantastycznych postaci. Dlatego bez wahania polecam Wam wizytę w kinie – nie tylko nie będziecie żałować, ale najprawdopodobniej będzie to jedna z najbardziej zabawnych filmowych przygód, jakie przeżyjecie w tym roku.



Jeden komentarz do “TEŚCIOWIE 3, reż. Jakub Michalczuk, 2025”