SPOOKY AUGUST: NAJCIEKAWSZE HORRORY SIERPNIA 2025

To dość zaskakujące, ale tego lata – obok typowych wakacyjnych blockbusterów – kina zostały zdominowane przez… horrory. Kojarzony z kinem grozy październik nadejdzie dopiero za kilka tygodni, a tymczasem już teraz możemy mówić o naprawdę dobrym czasie dla fanów tego gatunku. Nie uważam się za specjalistę od horrorów, ale widziałem ich w życiu sporo i z czystym sumieniem mogę stwierdzić: sierpień obfituje w tytuły, które zdecydowanie warto zobaczyć. Przygotowałem więc dla Was krótkie opinie o trzech filmach, które wciąż są grane w kinach. Każdy jest inny, każdy reprezentuje odmienny styl, a jednak wszystkie trzymają poziom i mają szansę znaleźć wiernych odbiorców. Gdyby nie mój wakacyjny urlop, z pewnością każdy z nich doczekałby się osobnej recenzji. Dajcie znać w komentarzach, które z nich już widzieliście i jakie są Wasze wrażenia.
ODDAJ JĄ (BRING HER BACK), reż. Danny Philippou, Michael Philippou, 2025
Po osobistej tragedii Andy (Billy Barratt) i jego niewidoma siostra Piper (Sora Wong) znajdują schronienie w domu kobiety (Sally Hawkins), której intencje od początku wydają się niejednoznaczne. Nowe otoczenie, zamiast przynieść ukojenie, stopniowo odsłania atmosferę tajemnicy i narastającego zagrożenia. W miarę rozwoju wydarzeń rodzeństwo staje przed koniecznością skonfrontowania się z przeszłością, która nie daje o sobie zapomnieć.
To film, który zmiótł mnie z planszy – dawno nie pamiętam seansu, podczas którego przez niemal cały czas towarzyszyłby mi tak silny, wręcz cielesny niepokój. Reżyserzy z imponującą wrażliwością połączyli horror z dramatem psychologicznym, czyniąc z żałoby i traumy nie tylko tło, lecz centralny motor opowieści — emocje nie płyną tu łagodnie, lecz kotłują się, dezorientują, a chwilami wręcz przygniatają. Twórcy zrezygnowali z tanich straszaków na rzecz narastającego napięcia – efekty są realistyczne, sugestywne i budzą autentyczny dyskomfort. Sally Hawkins stworzyła hipnotyzującą kreację – to jedna z najlepszych ról w jej karierze, każda scena z jej udziałem jest fenomenalna. Bardzo doceniam też fakt, że zamiast serwować gotowe wyjaśnienia, film zostawia widzom przestrzeń do interpretacji. Nazywajcie go hybrydą gatunków, ale ja nazwę go po prostu horrorem psychologicznym z krwi i kości – ode mnie 8,5/10.
ZNIKNIĘCIA (WEAPONS), reż. Zach Cregger, 2025
W pewnej spokojnej społeczności dochodzi do niewytłumaczalnego zdarzenia – dokładnie o 2:17 w nocy znika siedemnaścioro dzieci z jednej klasy, a jedynym, który pozostaje, jest chłopiec imieniem Alex (Cary Christopher). W centrum opowieści znajdują się nauczycielka Justine (Julia Garner) oraz zdruzgotany ojciec jednego z zaginionych, Archer (Josh Brolin), którzy próbują odnaleźć sens w narastającym chaosie. W miarę rozwoju akcji, przez pryzmat różnych perspektyw – nauczycielki, ojca, policjanta i innych mieszkańców – film odsłania wielowarstwową opowieść o winie, żałobie i nieuchwytnym źródle zła.
To produkcja, która łączy artystyczną ambicję z mainstreamową atrakcyjnością — dotychczasowe wyniki finansowe i bardzo wysokie oceny od widzów pokazują, że film trafił zarówno do fanów horroru, jak i do tych, którzy na co dzień omijają ten gatunek. Historia nie jest opowiedziana w sposób linearny — została podzielona na rozdziały ukazane z perspektywy różnych postaci, dzięki czemu widz stopniowo składa fabularną układankę i przez cały seans pozostaje aktywnie zaangażowany. Duże wrażenie robi również hipnotyczna atmosfera: prowincjonalne miasteczko sportretowano tu jako przestrzeń zawieszenia — niby znajomą, a jednak pełną niepokoju i niedopowiedzeń. Zaskakujące wstawki czarnego humoru działają jak wentyl bezpieczeństwa, przełamując grozę i nadając całości przewrotny, ironiczny ton. Finał jest kontrowersyjny i z pewnością podzieli widzów, gromadząc tyle samo zwolenników, co przeciwników. Jedno jest pewne — Cregger nie idzie na skróty i powoli wyrasta na jednego z najbardziej intrygujących twórców współczesnego kina grozy. A jednak można jeszcze w tych czasach niesztampowo straszyć, bawić i intrygować — ode mnie 7,5.
OPĘTANI (WENT UP THE HIll), reż. Samuel Van Grinsven, 2024
Po śmierci matki Jack (Dacre Montgomery) przybywa na odciętą od świata, zamgloną wyspę, by wziąć udział w jej pogrzebie i po raz pierwszy spotkać jej żonę, Jill (Vicky Krieps). Napięcie między dwojgiem obcych sobie ludzi szybko narasta, zwłaszcza gdy w domu zaczynają dziać się rzeczy, które wymykają się racjonalnemu wyjaśnieniu.
To film, który traktuje motyw opętania jako metaforę rodzinnych traum – duch matki staje się katalizatorem konfrontacji z bólem i nieprzepracowaną żałobą, pokazując, że więzi i krzywdy potrafią zniewalać nawet po śmierci. Atmosfera izolacji jest tu niemal namacalna: samotny dom w otoczeniu górskiego krajobrazu nie tylko zamyka bohaterów w klaustrofobicznej przestrzeni, ale też odzwierciedla ich emocjonalne uwięzienie. Surowe zdjęcia i przygaszona kolorystyka wzmacniają to poczucie odcięcia od świata, a dźwięk – pełen szeptów, szumu wiatru i napiętej ciszy – dodatkowo zaciera granicę między tym, co realne a tym, co nadprzyrodzone. To przede wszystkim film dwojga aktorów – subtelna Vicky Krieps w duecie z bardziej gwałtownym, nerwowym Dacrem Montgomerym potrafią skutecznie utrzymać uwagę widza. Tempo bywa jednak przesadnie powolne, a narracja miejscami zbyt rozwleczona, co niektórych może prowadzić do znużenia. To chyba najbardziej melancholijny horror, jaki kiedykolwiek widziałem – fani arthouse’u będą zachwyceni, ja oceniam go na 6,5/10.


