BOSKA SARAH BERNHARDT (SARAH BERNHARDT, LA DIVINE), reż. Guillaume Nicloux, 2024

Każdy, kto choć trochę interesuje się teatrem, wie, kim była Sarah Bernhardt. Jej nazwisko od ponad wieku pozostaje synonimem artystycznej odwagi, bezkompromisowego talentu i niezwykłej scenicznej charyzmy. To ona wyniosła aktorstwo na poziom sztuki wysokiej, jednocześnie konsekwentnie budując swój wizerunek – niczym współczesna gwiazda mediów społecznościowych. Bernhardt potrafiła fascynować, prowokować i dzielić opinię publiczną w równym stopniu, co inspirować kolejne pokolenia artystów. Już w najbliższy piątek do polskich kin trafi film, który pozwoli widzom bliżej poznać tę niezwykłą postać, przez jednych określaną jako Królowa Teatru, a przez innych jako… „święty potwór”. A ponieważ moja FILMplaneta objęła produkcję patronatem, poniżej znajdziecie trzy powody, dla których warto ją obejrzeć.
Powód 1 to sama bohaterka – postać, która od lat inspiruje kolejne pokolenia miłośników teatru i historii kultury. Sarah Bernhardt, której tournée obejmowały także występy w Polsce, w filmie Nicloux zostaje ukazana nie jako pomnik, lecz jako kobieta z krwi i kości. Reżyser skupia się na jej psychologii, na tym, co kryło się pod warstwą publicznego blasku – na wątpliwościach, ambicjach i zmaganiach z własnymi ograniczeniami. W rolę Bernardt z powodzeniem wciela się Sandrine Kiberlain. Aktorka subtelnie balansuje między monumentalnością ikony a intymnością portretu psychologicznego – to rola pełna niuansów, oparta bardziej na spojrzeniach, gestach i energii scenicznej niż na patetycznych monologach.
Powód 2 to zaskakująca aktualność opowieści. Choć akcja filmu rozgrywa się w realiach XIX wieku, problemy, z którymi mierzy się Bernhardt, brzmią niezwykle współcześnie. To historia o walce o niezależność w świecie zdominowanym przez mężczyzn, o umiejętnym kreowaniu publicznego wizerunku i o mechanizmach kultu celebrytów, które wcale nie różnią się tak bardzo od tych, jakie znamy dzisiaj. Nicloux ukazuje bohaterkę jako kobietę, która świadomie łamie konwenanse i wyprzedza swoją epokę, czyniąc z niej symbol odwagi i determinacji. Feministyczny wymiar tej opowieści nie jest przy tym efektem nachalnej ideologii – wyrasta naturalnie z historii tej niesamowitej postaci.
Powód 3 to forma i oprawa filmu, które wyraźnie odróżniają „Boską Sarah Bernhardt” od typowych biografii. Zamiast linearnego, przewidywalnego portretu „od narodzin do śmierci” reżyser skupia się na dwóch kluczowych momentach z dojrzałego życia bohaterki. Taki wybór pozwala nie tylko postawić pytania o cenę sławy i niezależności, lecz także nadaje opowieści kameralny, refleksyjny ton. Arthouse’owy styl produkcji łączy powściągliwą narrację z wyrafinowaną formą, co sprawia, że film szczególnie przypadnie do gustu widzom ceniącym kino artystyczne. Całość dopełnia sugestywna rekonstrukcja Belle Époque – epoki przedstawionej z dbałością o detale, w której przepych kostiumów i scenografii harmonijnie współgra z obrazem społecznych barier, jakie musiała pokonać Bernhardt.
„Boska Sarah Bernhardt” to film, który łączy w sobie urok klasycznej biografii z wyraźnym autorskim sznytem, oferując portret fascynującej artystki w formie dalekiej od sztampy. To propozycja wymagająca, ale satysfakcjonująca – w mojej ocenie solidne 7/10, które warto sprawdzić na dużym ekranie.


