STAN WYJĄTKOWY (VÝJIMEČNÝ STAV), reż. Jan Hřebejk, 2024

Nie da się ukryć, że satyra powoli wyrasta na mój ulubiony gatunek. Nic dziwnego – niemal każdy kwartał przynosi kolejne filmowe próby zmierzenia się z rzeczywistością za pomocą ironii i przerysowania, choć warto uczciwie podkreślić, że nie wszystkie z nich są równie udane. Coraz częściej mam wrażenie, że współczesne satyry grzęzną w przeintelektualizowaniu, a gdy nie trafiają do szerszej publiczności, ich twórcy tłumaczą to „niezrozumieniem konwencji”. Tymczasem coraz więcej z nich zatraca lekkość, która zawsze była jednym z najmocniejszych oręży tego gatunku. Na szczęście są jeszcze reżyserzy, którzy nie zapominają, że dobra satyra powinna nie tylko prowokować, ale i bawić – a „Stan wyjątkowy”, który wchodzi do kin już w najbliższy piątek, spełnia te warunki z wdziękiem i humorem, co czyni go idealną propozycją na lato.

Głównym bohaterem filmu jest Karel Beran (Ondřej Vetchý), doświadczony korespondent radiowy, który wraca do Pragi, by skonfrontować się z podejrzeniami o zdradę ze strony swej partnerki Marty (Tatiana Dyková). Wkrótce po jego powrocie w fikcyjnym arabskim Kamburze wybucha rewolucja, a Karel — nie chcąc ujawniać swojej obecności w kraju — zaczyna nadawać „na żywo” z kuchni, imitując odgłosy zamieszek przy pomocy mikrofalówki i garnków. Popularność jego audycji rośnie w zawrotnym tempie, a niepozorna mistyfikacja wymyka się spod kontroli. W mieszkaniu, które miało być schronieniem, zaczyna się rozgrywać farsa o ogólnonarodowym zasięgu…

„Stan wyjątkowy” podejmuje tematy mediów, fake newsów, uprzedzeń kulturowych i społecznego lęku przed obcością. To celna satyra na rzeczywistość, w której informacja coraz rzadziej oznacza prawdę, a coraz częściej bywa narzędziem emocjonalnej manipulacji. Film ukazuje, jak łatwo ulec zbiorowej iluzji, gdy opinie zaczynają wyprzedzać fakty, a przekaz medialny żyje własnym życiem. Choć ton filmu pozostaje lekki i komediowy, pod powierzchnią żartu tli się niepokój – wynikający z trafnie uchwyconego mechanizmu, w którym absurd staje się normą i nikt już nie zadaje sobie trudu, by go zakwestionować. Hřebejk nie komentuje tej rzeczywistości, a jedynie uważnie się jej przygląda – i choć robi to z humorem, jego spojrzenie nie jest pozbawione gorzkiego podtekstu.

Reżyser umiejętnie wykorzystuje ograniczoną przestrzeń mieszkania jako scenę, na której ścierają się prywatne emocje i publiczne narracje, tworząc duszną atmosferę kontrolowanego chaosu. Pod względem formalnym produkcja łączy estetykę dokumentalną z teatralną klaustrofobią. Operatorzy sięgają po dynamiczne, niesymetryczne kadry w stylu „ręcznej kamery”, przywołujące skojarzenia z amatorskimi nagraniami lub materiałami dziennikarskimi, co idealnie współgra z tematem medialnej manipulacji. Ten wizualny zabieg nadaje całości autentyczności i rytmu, sprawiając, że widz niemal fizycznie odczuwa tempo rozkręcającej się paranoi. Decydując się na seans, warto jednak pamiętać, że w założeniu jest to prosta komedia, operująca przerysowaniem i lekkim pastiszem, a nie głęboką analizą psychologiczną.

W tej konwencji bardzo dobrze odnajdują się aktorzy, zwłaszcza Ondřej Vetchý i Tatiana Dyková, którzy wnoszą do filmu naturalność, komediowy rytm i dobrze wyważoną charyzmę. Ich kreacje, choć wpisane w satyryczny sztafaż, nie są jednowymiarowe. Aktorzy unikają przerysowania (i to nawet w najbardziej absurdalnych momentach), a ich ekranowa chemia staje się jednym z głównych atutów filmu. To w dużej mierze dzięki nim „Stan wyjątkowy” nie osuwa się w farsę i zachowuje wiarygodność, mimo swojej groteskowej formy.

„Stan wyjątkowy” sprawdza się jako film środka – lekki, dynamiczny, chwilami błyskotliwy, a przy tym osadzony w aktualnym kontekście społecznym. Nie wymaga od widza ani wielkiej wiedzy, ani szczególnego wysiłku interpretacyjnego, co czyni go propozycją przystępną i uniwersalną. Ode mnie 7/10 – to film zarówno dla tych, którzy szukają inteligentnej rozrywki, jak i dla tych, którzy lubią, gdy kino nieco z przymrużeniem oka komentuje otaczającą nas rzeczywistość.