STREFA GANGSTERÓW (MOBLAND), sezon 1

Trzeba przyznać, że platforma SkyShowtime na dobre rozwinęła w Polsce skrzydła. Po znakomitych serialach z uniwersum „Yellowstone” – mam tu na myśli zarówno oryginalną serię, jak i prequele „1883” oraz „1923” – oraz po udanym powrocie „Dextera” (za nami „Dexter: Original Sin”, a już wkrótce przekonamy się, jak wypadnie „Dexter: Resurrection”), serwis regularnie zaskakuje nowymi, mocnymi tytułami. Wśród nich znajdziemy zarówno polskie produkcje oryginalne (w tym udaną „Ślebodę” czy, niestety, kompletnie nietrafionego „Langera”), jak i zagraniczne nowości, m.in. znakomitą „Agencję” czy intrygujące „Złotko”. W ostatnim czasie moją szczególną uwagę przykuła „Strefa gangsterów” – brutalna, stylowa i gęsta opowieść o świecie londyńskich gangów. W Polsce udostępniono na razie pięć pierwszych odcinków, ale już teraz mogę śmiało powiedzieć, że wciągnęły mnie bez reszty – i dziś chcę podzielić się kilkoma spostrzeżeniami, zachęcając Was do seansu.

Akcja serialu rozgrywa się we współczesnym Londynie, gdzie od lat utrzymuje się krucha równowaga między dwiema przestępczymi dynastiami: impulsywnymi i bezwzględnymi Harriganami a zimnokrwistymi, metodycznymi Stevensonami. W centrum tej napiętej sytuacji znajduje się Harry Da Souza (znakomity Tom Hardy) – charyzmatyczny negocjator zatrudniony przez rodzinę Harriganów, który równie sprawnie łagodzi konflikty, co eliminuje ich źródła. Gdy syn jednego z członków klanu Stevensonów ginie w niejasnych okolicznościach, a wnuk Conrada Harrigana zostaje w to zamieszany, cienka nić porozumienia zaczyna się rwać. Harry zostaje wezwany, by zapobiec eskalacji, ale szybko okazuje się, że sytuacja wymyka się spod kontroli, a przeszłość i lojalność nie pozwalają mu pozostać tylko obserwatorem.

W przeciwieństwie do wielu klasycznych opowieści gangsterskich, w których śledzimy drogę przestępcy wspinającego się po szczeblach mafijnej kariery, „Strefa gangsterów” proponuje odmienną perspektywę. Główny bohater nie dąży do władzy ani nie buduje imperium – jego zadaniem jest utrzymanie krwawej równowagi i gaszenie konfliktów, zanim przerodzą się w otwartą wojnę. To świeży punkt wyjścia, który pozwala spojrzeć na świat przestępczy jak na pole intensywnej gry psychologicznej, gdzie każdy ruch obarczony jest ryzykiem. Serial dotyka tematów lojalności, granic przemocy, samotności władzy i tego, jak trudno zachować człowieczeństwo w świecie rządzonym przez strach i interes. Moralność postaci przestaje być tu czarno-biała – staje się niejednoznaczna, pełna napięć i wewnętrznych pęknięć.

Obsada to prawdziwy majstersztyk aktorskiej precyzji i ekranowej charyzmy. W roli Harry’ego Da Souzy doskonale sprawdza się Tom Hardy, który potrafi wyrazić całą gamę emocji jednym spojrzeniem, gestem czy ciszą – jego bohater mówi niewiele, ale każde słowo brzmi jak wyrok. Towarzyszą mu weterani brytyjskiego kina: Pierce Brosnan jako bezwzględny Conrad Harrigan i Helen Mirren w roli chłodnej, przenikliwej matriarchini Maeve – oboje wnoszą do serialu klasę i autorytet. Na wyróżnienie zasługują także Paddy Considine jako emocjonalnie rozchwiany Kevin Harrigan oraz Geoff Bell w roli brutalnego i nieprzewidywalnego Ritchiego Stevensona. Drugoplanowe role kobiece – w wykonaniu Joanne Froggatt, Lary Pulver i Jasmine Jobson – dopełniają świat przedstawiony i nadają mu bardziej ludzki, poruszający wymiar. Zapewniam, że nie znajdziecie tu słabych ról.

Na szczególne uznanie zasługuje również klimat serialu – gęsty, duszny, budowany z precyzją i narastający w sposób konsekwentny. Już od pierwszych scen twórcy (a wśród nich sam Guy Ritchie!) kreują świat, w którym każdy gest, spojrzenie czy wypowiedziane słowo może uruchomić łańcuch tragicznych wydarzeń. Nocny Londyn, surowe wnętrza, chłodna paleta barw i celowo przytłumione światło tworzą atmosferę ciągłego zagrożenia, wzmocnioną intymnym kadrowaniem i oszczędną, ale wyrazistą narracją. Warstwa wizualna i dźwiękowa idealnie współgra ze scenariuszem – pozbawionym zbędnych ozdobników, za to precyzyjnym i świadomie skonstruowanym. Dialogi są świetnie napisane: oszczędne, a zarazem nasycone napięciem i znaczeniem, co sprawia, że cisza potrafi tu mówić więcej niż słowa.

„Strefa gangsterów” w pierwszych pięciu odcinkach prezentuje się jako solidna, stylowa i znakomicie zagrana opowieść gangsterska, której największymi atutami są wyrazista obsada, gęsty klimat i starannie dawkowane napięcie. To propozycja dla tych, którzy cenią mroczne, bezkompromisowe kino kryminalne, akceptując jednocześnie estetyzację przemocy oraz kontrowersje związane z językiem i akcentami. Po tych pięciu odcinkach moja ocena to mocne 8/10 – i zdecydowanie czekam na więcej.