SYMFONIA O UMIERANIU (STERBEN), reż. Matthias Glasner, 2024

Są takie filmy, po obejrzeniu których nie można pozostać obojętnym. W przypadku najnowszego obrazu Matthiasa Glasnera już sam tytuł sugeruje ciężką tematykę, ale i tak nie sposób przygotować się na emocjonalny rollercoaster, który rozgrywa się na ekranie. SYMFONIA O UMIERANIU to ambitne, ponad trzygodzinne dzieło, które łączy elementy dramatu psychologicznego z groteską i podejmuje tematykę śmierci oraz skomplikowanych relacji rodzinnych. Świadomość, że film ma charakter autobiograficzny, dodaje mu autentyczności, ale też pogłębia poczucie smutku, które towarzyszy widzom po seansie. To film, który nie daje wytchnienia – wciąga nas w duszną, pełną napięć atmosferę, zmuszając do przeżywania bólu razem z bohaterami. I właśnie dla takich obrazów i dla takich emocji chodzi się do kina! Tym bardziej cieszę się, że moja FILMplaneta patronuje jego promocji!

Historia skupia się na rodzinie, której członkowie zmagają się z własnymi traumami i bolesną przeszłością. Postacią będącą w centrum wszystkich wydarzeń jest Tom (Lars Eidinger), uznany dyrygent, który zmaga się z licznymi problemami: chorobami rodziców (Corinna Harfouch, Jens Weisser), depresją najlepszego przyjaciela (Ronald Zehrfeld) i trudnościami w przysposobieniu dziecka swojej byłej partnerki. Jakby tego było mało, siostra Toma, Ellen (Lilith Stangenberg), nie może poradzić sobie ze swym uzależnieniem od alkoholu i wikła się w kolejne toksyczne relacje. W obliczu choroby i śmierci rodzina Luniesów próbuje odbudować więzi, które od lat były nadszarpywane. Jednak każde spotkanie zamiast pojednania przynosi eskalację długo tłumionych emocji, prowadząc do nieuniknionych konfrontacji i odsłaniania ran, które nigdy się nie zagoiły.

SYMFONIA O UMIERANIU zmusza widzów do zadania sobie egzystencjalnych pytań o przemijanie i wpływ braku miłości na ludzką psychikę. Film nie oferuje łatwych rozwiązań ani fałszywej nadziei – relacje rodzinne ukazane są w całej swojej surowości i złożoności. Glasner dokonuje ich wiwisekcji z niemal chirurgiczną precyzją, odsłaniając, jak lata tłumionych żalów i nieprzepracowanych traum prowadzą do nieuniknionego wybuchu. Pokazuje tym samym, że samotność i odrzucenie często są dziedziczone – przekazywane z pokolenia na pokolenie niczym emocjonalna klątwa.

Twórcy bezkompromisowo mierzą się z najtrudniejszymi tematami, a szczerość w ich ukazywaniu sprawia, że obraz pozostaje w pamięci na długo po seansie. Choć film balansuje na granicy dramatu i groteski, niektóre momenty są tak dojmujące, że trudno je przełknąć bez wewnętrznego sprzeciwu. Ze względu na swoją długość i emocjonalny ciężar produkcja wymaga od widza nie tylko cierpliwości, ale też odporności psychicznej. Film potrafi w jednej chwili wzruszyć do łez, by zaraz potem zaskoczyć absurdalnym żartem, łamiąc czwartą ścianę i pozostawiając widza w stanie dezorientacji. To dzieło wielowymiarowe, pełne sprzecznych, ale prawdziwych emocji.

Podczas ubiegłorocznego Berlinale SYMFONIA O UMIERANIU zdobyła trzy nagrody, a fakt, że jedną z nich był Srebrny Niedźwiedź za najlepszy scenariusz, ani trochę mnie nie dziwi. Glasner mistrzowsko balansuje między dramatem a groteską – dialogi są ostre, szczere i przepełnione inteligentnym humorem, co nadaje filmowi unikalny charakter. Obsada nie miała łatwego zadania, a jednak wszyscy udźwignęli ciężar tej historii. Nie ma tu słabych ogniw, ale największe wrażenie bez wątpienia robi pierwszoplanowa rola Larsa Eidingera. Stworzył on niezwykle autentyczną, pełną niuansów kreację, oddając zarówno cierpienie, jak i cynizm swojego bohatera. Całość dopełniają sugestywne zdjęcia, które wzmacniają klaustrofobiczną atmosferę filmu, oraz poruszająca ścieżka dźwiękowa, podkreślająca emocjonalną intensywność każdej sceny.

Jak mówi jeden z bohaterów filmu, „(…) nie każdy ma talent do bycia szczęśliwym”. Jeśli lubicie ambitne kino, SYMFONIA O UMIERANIU będzie dla Was fascynującym, ale jednocześnie przytłaczającym doświadczeniem. Czarny humor chwilami rozładowuje napięcie, ale nie zmienia to faktu, że jest to jeden z najbardziej przygnębiających filmów ostatnich lat.  Wielkie kino, ode mnie 7/10.