INNEGO KOŃCA NIE BĘDZIE, reż. Monika Majorek, 2024

To wyjątkowo udany początek roku dla polskiego kina. Po znakomitej ŚWIATŁOCZUŁEJ (recenzja – klik!), Kino Świat prezentuje kolejną rodzimą produkcję ze swojego katalogu premier. INNEGO KOŃCA NIE BĘDZIE to film, który subtelnie, ale niezwykle celnie oddaje złożoną naturę żałoby i rodzinnych więzi. Trudno uwierzyć, że stoi za nim debiutantka. W filmie Majorek cisza mówi więcej niż słowa, a emocje kryją się w drobnych gestach i spojrzeniach. Ten oszczędny styl narracji okazuje się w pełni wystarczający, by opowiedzieć o trudzie pogodzenia się ze stratą i o tym, jak różne mogą być sposoby radzenia sobie z bólem. Rzadko zdarza się, by film pozostawał w mojej głowie tak długo po seansie. Ten – pozostał.

Główną bohaterką filmu jest Ola (Maja Pankiewicz), która po śmierci ojca wyjechała do Warszawy, starając się odciąć od trudnych wspomnień. Gdy po pewnym czasie wraca do rodzinnego domu, okazuje się, że matka (Agata Kulesza) planuje jego sprzedaż. Ola nie chce do tego dopuścić – dla niej dom jest symbolem rodzinnej historii, miejscem, które wciąż przechowuje wspomnienia o ukochanym ojcu. Bohaterka próbuje zablokować sprzedaż, jednocześnie mierząc się z napiętymi relacjami z rodzeństwem – bratem Pipkiem (Sebastian Dela) i siostrą Ajką (Klementyna Karnkowska). Konflikty, które wciąż narastają, stają się dla nich wszystkich szansą na ponowne zbliżenie i przepracowanie bólu.

Majorek podejmuje w swoim filmie temat żałoby, udowadniając, że nie ma jednego sposobu na jej przeżywanie. Każdy z bohaterów mierzy się z nią inaczej – jedni próbują zapomnieć i ruszyć dalej, inni zatrzymują się w miejscu, nie potrafiąc zaakceptować zmieniającej się rzeczywistości. Reżyserka unika patosu, koncentrując się na codziennych, pozornie zwyczajnych momentach, które ukazują napięcie i niewypowiedziane emocje. Przeszłość zostaje nam zaprezentowana przy pomocy archiwalnych nagrań VHS i starych zdjęć, które dodają produkcji niezwykłej autentyczności i nostalgicznego klimatu. To kino pełne melancholii, ciepła i intymności. A że temat jest uniwersalny, każdy widz – w oparciu o własne doświadczenia – może wynieść z seansu zupełnie inne emocje. Radzę zabrać ze sobą paczkę chusteczek.

Scenariusz filmu nie jest wybitnie skomplikowany, ale aktorzy wyciskają z niego tyle, ile tylko można. Maja Pankiewicz doskonale oddaje wewnętrzny konflikt bohaterki – jej determinację, ale i zagubienie. Agata Kulesza znakomicie radzi sobie w roli matki, która stara się uporządkować swoje życie, jednocześnie nie mogąc w pełni zrozumieć emocji swoich dzieci, a Sebastian Dela i Klementyna Karnkowska grają tak autentycznie, jakby byli prawdziwym rodzeństwem. Nie sposób pominąć Bartosza Topy – choć pojawia się w zaledwie kilku retrospektywnych scenach, jego obecność wywołuje prawdziwe emocje. Ważnym bohaterem filmu jest też rodzinny dom, którego poszczególne pomieszczenia wiążą się z wyjątkowymi wspomnieniami. Nastrojowa ścieżka dźwiękowa, naturalne światło oraz ograniczona paleta barw tworzą tu intymną atmosferę zamkniętą w obrazach codzienności.

Podsumowując, to wzruszająca, głęboko refleksyjna opowieść o rodzinie, pamięci i próbie pogodzenia się ze stratą. Dawno nie widziałem tak dobrego dramatu rodzinnego! Idźcie do kin, póki grają! Mocne 8/10!