EMILIA PÉREZ, reż. Jacques Audiard, 2024

W historii filmów nominowanych do Oscarów nie było chyba jeszcze obrazu, który budziłby takie emocje. EMILIA PÉREZ to opowieść, która balansuje na granicy kryminału, musicalu i dramatu psychologicznego – rozpoczynając prace nad produkcją, Jacques Audiard zapewne nie podejrzewał, że film znajdzie się w centrum dyskusji na temat granic gatunkowych w kinie. Każdy nowy tydzień przynosi kolejne kontrowersje związane z obrazem i jego obsadą, ale jako, że FILMplaneta nie jest portalem plotkarskim, w swej recenzji odniosę się wyłącznie do kwestii artystycznych. Bo to właśnie one interesują mnie najbardziej.
Fabuła koncentruje się wokół meksykańskiego barona narkotykowego (Karla Sofía Gascón), który decyduje się na operację korekty płci. Aby tego dokonać, musi na jakiś czas zniknąć ze świata żywych. Historia opowiadana jest z perspektywy prawniczki (Zoe Saldaña), która zostaje wciągnięta w plan ucieczki i transformacji. Kiedy po latach Emilia powraca jako zupełnie nowe osoba, świat wygląda inaczej. Bohaterka próbuje odbudować swoje życie i odnaleźć sens w zupełnie nowej rzeczywistości, ale nie będzie to proste.
Gdyby ktoś poprosił mnie, abym w jednym zdaniu opisał, o czym opowiada film, odpowiedziałbym, że to pasjonująca opowieść o tożsamości, drugiej szansie i konsekwencjach wyborów, które naznaczają życie bohaterów. Audiard dotyka w swojej produkcji szeregu istotnych kwestii społecznych i egzystencjalnych. EMILIA PÉREZ to nie tylko historia transformacji jednostki, ale również wnikliwe spojrzenie na temat płci, przemocy, władzy i przebaczenia. Film zwraca też uwagę na problematykę karteli narkotykowych w Meksyku, ukazując brutalność i bezwzględność tego świata, a jednocześnie buduje opowieść o nadziei i możliwości odkupienia. Dużo tego, prawda? Nic zatem dziwnego, że chwytając tak wiele srok za ogon, Audiard nieco się pogubił.
Jednym z największych atutów EMILII PÉREZ jest odwaga w podejmowaniu trudnych tematów. Audiard nie boi się eksperymentować z treścią i formą, szkoda tylko, że sposób prezentacji świata przedstawionego, choć efektowny, miejscami ociera się o przesadę. Twórcy stawiają na totalny eklektyzm, co przejawia się nie tylko w warstwie fabularnej filmu, ale również w tym, jak został on zrealizowany. Trzeba przyznać, że pod kątem audiowizualnym obraz robi naprawdę duże wrażenie – dynamiczne ujęcia, starannie skomponowane kadry i intensywne kolory doskonale współgrają z rytmem opowieści. A oryginalne połączenie gatunków wyróżnia go na tle innych produkcji.
Warto dodać, że to, co zachwyciło większość krytyków, dla niektórych widzów może okazać się zbyt dużym kontrastem. Musicalowa forma z całą pewnością dodaje produkcji wyjątkowego charakteru – śpiew staje się tu nie tylko elementem narracyjnym, ale również środkiem wyrażania emocji. I choć są tu utwory, które zostaną z nami długo po seansie (El Mal, Mi camino), część sekwencji muzycznych, mimo swojej estetycznej wartości, wydaje się nieco wymuszona i oderwana od surowej rzeczywistości. To właśnie w tym szalonym filmowym świecie musiały odnaleźć się aktorki. Karla Sofía Gascón, Selena Gomez i Zoe Saldaña doskonale sobie radzą, ale to aktorski występ tej ostatniej zasługuje na największe pochwały. I jeśli film otrzyma jakiekolwiek Oscary, to z dużym prawdopodobieństwem będzie to ten dla najlepszej aktorki drugoplanowej – Saldaña w pełni na niego zasługuje.
Jednym z głównych zarzutów kierowanych w stronę EMILII PÉREZ, jest brak autentyczności w ukazaniu Meksyku. Film został zrealizowany we Francji z minimalnym udziałem meksykańskich aktorów i twórców, co skutkowało uproszczonym i stereotypowym obrazem kraju oraz jego mieszkańców. Widzowie krytykują produkcję za lekceważące podejście do kwestii przemocy związanej z kartelami narkotykowymi oraz problemu zaginionych osób w Meksyku. Przedstawienie tych trudnych tematów w formie musicalu zostało odebrane jako brak szacunku dla ofiar i ich rodzin. Nie pomogły też wypowiedzi samego Audiarda, który przyznał, że przed rozpoczęciem prac nad realizacją filmu nie przeprowadził dogłębnych badań na temat meksykańskiego kontekstu kulturowego… Rozumiem zarówno tych oburzonych, jak i rozbawionych – jasne, obraz przedstawia pewną umowną wersję świata przedstawionego, ale czy muszę Wam przypominać te wszystkie sytuacje, w których my, Polacy, też podnosiliśmy głos, gdy nasz kraj był ukazywany w filmach/serialach w nierzetelny sposób?
Oceniając EMILIĘ PÉREZ wyłącznie w kontekście wartości artystycznej, należy podkreślić, że to film wyjątkowy. Odwaga i kreatywność nadal bywają uznawane za kontrowersję. Ja oceniam produkcję wysoko (8/10), ale poza nagrodą dla Zoe raczej nie będę jej kibicował w oscarowym wyścigu, ponieważ ścigają się w nim tytuły, które zrobiły na mnie większe wrażenie.


