CIVIL WAR, reż. Alex Garland, 2024

Pierwsze recenzje sugerowały, że mamy do czynienia z prawdziwym hitem. Udałem się na seans niemal natychmiast po premierze i muszę przyznać, że dawno nie wyszedłem z kina tak rozczarowany. Myślę, że głównym tego powodem były moje wygórowane oczekiwania – to poprawnie zrealizowany film, ale daleko mu do miana arcydzieła, podobnie jak Garlandowi daleko do miana wizjonera współczesnego kina. Narracja często grzęźnie w meandrach scenariusza, sporo tu klisz, a przekaz jest zbyt prosty, brak w tym wszystkim drugiego dna.

USA, niedaleka przyszłość, spolaryzowane społeczeństwo doprowadza do wojny domowej. Fotografka wojenna Lee (Dunst) wraz z grupą dziennikarzy próbuje dostać się do Waszyngtonu, będącego epicentrum dramatycznych wydarzeń, by przeprowadzić ostatni wywiad z prezydentem. W tej misji towarzyszy im ambitna, lecz niedoświadczona dziennikarka Jessie (Spaeny). Lee, mimo początkowej niechęci, zostaje jej mentorką.

„Civil war” przedstawia obraz wojny z perspektywy korespondentów wojennych. Dokumentowanie wydarzeń wojennych jest ważne, ale film zmusza nas do zadania sobie istotnego pytania – na ile jest to praca wykonywana z potrzeby serca lub z prawdziwej pasji, a na ile ze zwykłej żądzy sukcesu? Gatunkowo mamy do czynienia z mixem kina wojennego i kina drogi, w którym – ku mojemu rozczarowaniu – nie wszystkie przystanki są równie mocno angażujące. Poza segmentem z mistrzem ról drugoplanowych (Plemmons) i ostatnim aktem, zaskakująco często wieje tu nudą.

Produkcja zachwyca pod względem technicznym. To przykład filmowej poetyki wojny w czystym wydaniu – zdjęcia opustoszałych amerykańskich bezdroży w połączeniu ze znakomitą ścieżką dźwiękową (montaż dźwięku jest tu wybitny!) potrafią zachwycić. Niestety, żadna z ról nie zrobiła na mnie większego wrażenia, sam jestem tym faktem zaskoczony.

Niby 7/10, a jednak rozczarowanie. A może, subiektywnie rzecz biorąc, nie potrafię zachwycić się filmem o fikcyjnej wojnie wiedząc, co dzieje się za naszą wschodnią granicą i na Bliskim Wschodzie? Film mną nie wstrząsnął (a chyba powinien), wyszedłem z kina zupełnie obojętny. I dlatego smuteczek.

Wpis został opublikowany na Instagramie (@filmplaneta) w dniu 26 kwietnia 2024.