MAESTRO, reż. Bradley Cooper, 2023

Ciekawy przypadek z tego „Maestro”… Widzicie, jest sporo prawdy w tym, że im bardziej nam na czymś zależy, tym gorsze okazują się być ostateczne efekty. Na najnowszy film Coopera czekało wieku – jego wielkie ambicje są w Hollywood powszechnie znane, nie jest tajemnicą, że aktor marzy o otrzymaniu Oscara, a skoro w kat. aktorstwa wciąż mu się to nie udało, postanowił spróbować z reżyserią. To dlatego wziął się za sfilmowanie biografii jednego z najbardziej znanych kompozytorów, nie od dziś wiadomo przecież, że to właśnie ten gatunek filmowy najbardziej upodobali sobie członkowie Akademii. Pogoń za sukcesem okazała się zgubna – „Maestro” to film-wydmuszka, który nie zasługuje na uwagę widzów.

Film jest biografią Leonarda Bernsteina (Cooper), który zasłynął przede wszystkim jako kompozytor muzyki do wielu znanych musicali na Broadwayu, m.in. do „West Side Story”. Postać muzyka zostaje zaprezentowana widzom głównie przez pryzmat historii jego skomplikowanego związku z aktorką Felicią Montealegre (Mulligan).

Po wielkim sukcesie „Narodzin gwiazdy” Cooper uwierzył w to, że naprawdę może zapisać się w historii kinematografii jako znamienity reżyser. Cóż, wysokie ego i pycha nie zawsze idą w parze z sukcesem, czego najlepszym przykładem jest „Maestro”. Stwierdzam to z wielkim żalem, ale film nie pozwolił mi bliżej poznać sylwetki Bernsteina. Fabuła skupia się przede wszystkim na jego seksualności, w dodatku scenariusz jest tak skonstruowany, że widzowie nie otrzymują jednoznacznych odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Spłycenie biografii tak uznanego muzyka do jego problemów z określeniem tożsamości seksualnej to prawdziwy skandal. Bernstein naprawdę zasługuje na więcej.

Pod względem formy na ekranie możemy oglądać prawdziwie wirtuozerski popis umiejętności – czarno-białe zdjęcia przechodzą w kolorowe, zmienia się ich tekstura, podobną różnorodność widać też w szerokości planów i długości ujęć, w tle słychać muzykę Bernsteina. Ewidentny przerost formy nad treścią. Na uwagę zasługuje jedynie znakomita charakteryzacja oraz gra aktorska Carey Mulligan, której w tym wszystkim najbardziej mi szkoda, nie polecam.

Wpis został opublikowany na Instagramie (@filmplaneta) w dniu 14 stycznia 2024.