BABILON (BABYLON), reż. Damien Chazelle, 2022

To powoli staje się normą – każdy amerykański reżyser pragnie mieć w swym dorobku film o miłości do kina. Chazelle wpadł na ten pomysł już kilka lat temu i trzeba przyznać, że wyszło mu wybitnie („La La Land” to jeden z moich ulubionych filmów). Reżyser twierdzi, że „Babilon” jest jego „listem miłosnym do kina” – cóż, jeśli to prawda, to coś z tą miłością jest nie tak. Szczegóły poniżej.

Film koncentruje się na losach trzech postaci: hollywoodzkiego gwiazdora Jack’a (Pitt) oraz marzących o karierze w świecie filmu Nellie (Robbie) i Mannym (Calva). Cała trójka spotyka się po raz pierwszy na jednej z szalonych imprez – od tamtego momentu ich losy nie raz będą się krzyżować. Dźwiękowa rewolucja (tj. odejście od filmów niemych na rzecz filmów dźwiękowych) sprawi, że w branży filmowej nic nie będzie już takie, jak dawniej.

Po wyjściu z kina nie mogę oprzeć się wrażeniu, że widziałem dwa filmy. „Babilon” trwa nieco ponad 3h. I o ile pierwsze 90 minut zdaje się być rajem dla wszystkich kinofilów, o tyle o kolejnych 90 pragnę jak najszybciej zapomnieć. Chazelle opowiada o zepsuciu Hollywood w wyjątkowo niegrzecznym stylu – otwierająca film scena orgiastycznej imprezy jest zaledwie zapowiedzią tego, co czeka nas na ekranie. A dziać bać się całkiem sporo (słonie! węże! ekskrementy!), tyle tylko, że wyjątkowo dużo w tym wszystkim Tarantino czy nawet Luhrmanna, a zaskakująco mało… no właśnie, Chazelle’a.

Filmu nie ratują też aktorzy. Calva nie przyciąga uwagi, Pitt jest po prostu solidny, natomiast Robbie zdarza się przeszarżować i karykaturalnie upodobnić do roli Harley Quinn. Coś na osłodę? Muzyka Hurwitza – jeśli kochacie jazz, to lepszej ścieżki dźwiękowej szybko nie usłyszycie. Autentycznie szkoda mi Chazelle’a, ponieważ wszystko wskazuje na to, że film okaże się największą finansową porażką minionego roku (przy budżecie ok. 110 mln $ film zarobił w USA zaledwie 14 mln $). Przerost formy nad treścią, narcystyczna wydmuszka, chaos – tak zapamiętam ten film. Wielka szkoda, ogromne rozczarowanie.

Ode mnie 5,5 – za kinofilskie 90 minut i genialny soundtrack.

Wpis został opublikowany na Instagramie (@filmplaneta) w dniu 21 stycznia 2023.