THE CROWN, sezon 5

Wiecie, mam ogromny problem z 5. sezonem „The Crown”. Nadal kocham ten serial, podziwiam perfekcjonizm od strony realizacyjno-produkcyjnej, zawsze oglądam czołówkę, która za każdym razem wywołuje we mnie „gęsią skórkę”. Tylko co z tego, skoro najnowsze odcinki zamiast przyciągać do ekranu, prowokowały mnie do… ziewania.
Zacznijmy jednak od początku. Nowy sezon skupia się na losach brytyjskiej rodziny królewskiej w latach 90. O ile wcześniej serial miał charakter dramatu historycznego, tak teraz znacznie bliżej mu do fabularyzowanego dokumentu (na ekranie możemy bowiem oglądać wydarzenia, które miały miejsce już za naszego życia). Tuż przed premierą twórcy serialu napompowali balonik oczekiwań do gigantycznych rozmiarów – teasery zapowiadały wiele kontrowersji. W mimowolną promocję serialu włączył się sam Pałac Buckingham, którego mieszkańcy chcieli, aby Netflix umieścił przed odcinkami informację, że jest to produkcja dramatyczna, a nie dokument. Cóż, jestem już po seansie 5. sezonu i muszę przyznać, że zupełnie nie rozumiem, o co tyle krzyku. Aż chce się rzec, że z „dużej chmury mały deszcz”, ponieważ trudno doszukiwać się tu jakichkolwiek kontrowersji.
Historia rozpadu małżeństwa Diany i Karola zdaje się być oczywiście motywem przewodnim tego sezonu, jednakże na próżno szukać tu emocji, których doświadczyliśmy w poprzednim sezonie. Dla mnie najciekawszym wątkiem okazał się być ten związany z królową Elżbietą II – uświadomienie sobie przez nią, że świat się zmienia, ona się starzeje, a nastroje społeczne mogą sugerować, że monarchię czeka prawdziwy kryzys.
O ile dotychczas byłem wielkim fanem wszystkich decyzji castingowych twórców serialu, o tyle w przypadku 5. sezonu zdarzało mi się zgrzytać zębami. Żeby było jasne – Imelda Staunton i Dominic West to mistrzowie w swoim fachu, jednakże w tym przypadku nie pasują do ról, które odgrywają (Olivio Colman – wróć!).
I wiecie, tak sobie teraz siedzę i myślę, która scena zapadła mi najbardziej w pamięć. Cóż, odpowiedź jest bolesna, bo nie potrafię wskazać żadnej. I stąd duży smuteczek.
Wpis został opublikowany na Instagramie (@filmplaneta) w dniu 13 listopada 2022.


