SŁOŃ, reż. Kamil Krawczycki, 2022

Każdego roku w Polsce zostaje wyprodukowanych co najmniej 60 nowych filmów. Ile z nich można zaliczyć do kina queerowego? O ile pamięć mnie nie myli, w zeszłym roku otrzymaliśmy tylko jedną taką produkcję, „Wszystkie nasze strachy”. Owszem, bohaterowie nieheteronormatywni pojawiają się w wielu produkcjach, ale w większości są to role drugoplanowych przyjaciół – gejów w komediach romantycznych. Kiedy zatem dowiedziałem się o „Słoniu” Kamila Krawczyckiego, byłem bardzo ciekawy, w jaki sposób podejdzie on do tematu. Jestem już po seansie i mogę Was zapewnić, że jest lepiej niż dobrze.

Bartek (Hrynkiewicz) prowadzi małe gospodarstwo na Podhalu. Pewnego dnia umiera sąsiad i jego syn Dawid (Tomaszewski) przyjeżdża na pogrzeb. Między mężczyznami rodzi się wzajemna fascynacja, co wyjątkowo nie podoba się matce Bartka (Skibińska).

„Słoń” nie jest wyłącznie melodramatem opowiadającym o uczuciu rozwijającym się pomiędzy dwoma mężczyznami. Obraz skupia się przede wszystkim na otoczeniu i wszystkich okolicznościach, w jakich rodzi się to uczucie. To wyjątkowo kameralne kino inicjacyjne: o dojrzewaniu, wchodzeniu w dorosłość, odkrywaniu siebie i podejmowaniu pierwszych trudnych decyzji. To także film o wyjątkowo toksycznej miłości rodzicielskiej, szantażu emocjonalnym i wykluczeniu społecznym. Niezwykłe, że w te niespełna 90 minut udało się poruszyć tak wiele istotnych wątków.

Ten film ma trzech głównych bohaterów i każdy z nich jest tak samo ważny. Hrynkiewicz i Tomaszewski zdołali stworzyć niesamowity duet – jest w tym ogromna wrażliwość i młoda energia, której tak bardzo nam w kinie potrzeba. Ewa Skibińska również przechodzi tu samą siebie i dzięki tej niezwykłej kreacji aktorskiej nie odbieram postaci matki w sposób jednoznacznie negatywny. Szacuneczek!

Dobre filmy powstają z potrzeby serca, a w przypadku „Słonia” to serducho widać niemal w każdym kadrze.

Wpis został opublikowany na Instagramie (@filmplaneta) w dniu 12 listopada 2022.