ZWARCIE (SURGE), reż. Aneil Karia, 2020

A co, gdyby któregoś dnia tak po prostu się zbuntować? Przeciwko wszelkim zasadom, obowiązującym normom i powszechnie panującym zwyczajom? Co by się wtedy wydarzyło? I czy coś by to zmieniło? Cóż, w swej codziennej monotonii i natłoku powtarzających się czynności zapewne nie raz każdy z nas zastanawiał się nad tym, jakby to było zrobić coś wskroś, na przekór. I właśnie to jest tematem pełnometrażowego debiutu Aneila Karii, „Zwarcia”.

Joseph (Ben Whishaw) jest pracownikiem ochrony na londyńskim lotnisku, gdzie codziennie jest zmuszony wykonywać te same obowiązki. Poza pracą w jego życiu nie dzieje się właściwie nic… Pewnego dnia, w wyniku impulsywnego aktu buntu, Joseph uwalnia dziką i pozbawioną moralnych hamulców wersję samego siebie i wyrusza w szaloną podróż po wielokulturowym Londynie.

To irracjonalne, ale przypadek Josepha zdaje się sugerować, że prawdziwa anarchia może okazać się kojąca. Motywy buntu bohatera nie są oczywiste i możemy się ich jedynie domyślać – Joseph ma dosyć nudy i schematów, chce wreszcie zostać zauważony. Portretujący go Ben Whishaw przechodzi samego siebie – „Zwarcie” to właściwie one-man show, prawdziwa aktorska szarża i jazda bez trzymanki.

To jednak nie będzie zbyt wesoły seans. Pod skórą przez cały czas czuć bowiem napięcie, a klimat miejskiej dżungli zdaje się je tylko wzmacniać. Joseph, choć bardzo tego nie chce, ginie w tym kolorowym, pędzącym tłumie, w kakofonii ulicznych dźwięków i pośród szyldów, znaków, świateł. Bo taki jest ten filmowy Londyn – trochę wszystkich, a trochę nikogo. A kiedy w końcu dotrze do nas, że przedstawione szaleństwo może zrodzić się jedynie z wielkiej samotności, pozostanie w nas jedynie ból, smutek i współczucie.

Mocny thriller na mocne czasy. Ze swojej strony bardzo polecam.

Wpis został opublikowany na Instagramie (@filmplaneta) w dniu 10 listopada 2022.