MIASTO 44, reż. Jan Komasa, 2014

Doskonale pamiętam reakcje większości krytyków i znawców kina, kiedy w mediach ukazała się informacja o tym, iż to Jan Komasa ma wyreżyserować obraz o Powstaniu Warszawskim. Nikt nie brał tego na poważnie. No bo jak to? Przecież to ten 32-latek bez większego dorobku, znany przede wszystkim z głośnej i uwielbianej przez młode pokolenie Sali samobójców. Przyznam Wam się, że sam również podchodziłem do tematu ostrożnie i do końca nie ufałem Komasie. W przeciwieństwie jednak do wielu dziennikarzy filmowych wstrzymywałem się z jakimikolwiek komentarzami i osądami. Podskórnie czułem, że bez względu na to, jakie będą pierwsze recenzje, po prostu muszę obejrzeć ten film. Od seansu minęło już kilka dni, a ja wciąż nie do końca potrafię ułożyć swoje myśli i obiektywnie ocenić ten obraz. Mam nadzieję, że w poniższej recenzji uda mi się choć częściowo przedstawić, na czym dokładnie polega mój problem. Już teraz gorąco zachęcam Was jednak do wizyty w kinie. Naprawdę warto.

Warszawa, lato 1944. Stefan (Józef Pawłowski) opiekuje się matką i młodszym bratem. Przejął obowiązki głowy rodziny po tym, jak ojciec – oficer Wojska Polskiego – zginął w kampanii wrześniowej w 1939 roku. Pracuje w fabryce Wedla, z coraz większym trudem znosząc upokorzenia ze strony Niemców. Marzy o chwili, kiedy będzie mógł im za wszystko odpłacić i spełnić obowiązek wobec Ojczyzny. Obiecał matce, że nie zaangażuje się w działalność ruchu oporu, jednak – kiedy tylko nadarza się okazja – wstępuje w szeregi Armii Krajowej. Do konspiracji wciąga go Kama (Anna Próchniak), sąsiadka z kamienicy na warszawskiej Woli, z którą przyjaźni się od dziecka. Dziewczyna skrycie kocha się w Stefanie, mając nadzieję, że po wojnie będą razem. Ale to za sprawą spotkania z subtelną i wrażliwą Biedronką (Zofia Wichłacz) Stefan zazna smaku pierwszej, młodzieńczej miłości. Stefanowi i Biedronce nie jest jednak dane zbyt długo cieszyć się wzajemnym zauroczeniem… (źródło: Filmweb.pl).

Miasto 44 to film bez wątpienia nowatorski. Uwierzcie mi na słowo, takich efektów specjalnych w polskim kinie jeszcze nie było. Obrazy rujnowanej w wyniku powstania Warszawy  na długo pozostaną w pamięci każdego z widzów. Oglądając kolejne sceny można odnieść wrażenie, jakby samemu uczestniczyło się w tych wszystkich krwawych walkach. I mimo, że nie wyjdziecie z kina oblepieni krwią i z zapachem prochu w nozdrzach, film porządnie zagra na Waszych emocjach. W Mieście 44 jest wiele scen, do których najlepszym komentarzem jest milczenie oglądających. Sceny walk, ucieczek i dylematów moralnych dosłownie wbiją Was w fotel. I właśnie za to wszystko jestem Komasie wdzięczny. Udało mu się stworzyć techniczne cacuszko – zrobił coś, czego nie dokonał jeszcze nikt wcześniej. Idzie nowe… I ogromnie mnie to cieszy!

Mam wielki problem z tym, w jaki sposób Komasa poprowadził bohaterów swego filmu. Owszem, bardzo cieszy mnie to, że zdecydował się on na ukazanie losów młodych ludzi, ale zupełnie nie przekonuje mnie trójkąt miłosny: Kama/Stefan/Biedronka. Ciężko mi wyobrazić sobie udział w powstaniu, ale nie sądzę, aby panujące wydarzenia sprzyjały historiom miłosnym, a już na pewno nie takim jak ta przedstawiona w filmie. Przy dwóch scenach („pocałunek wśród pocisków” i seks w rytmie dubstepu) miałem ochotę wznieść głowę ku górze i zapytać z wyrzutem: „dlaczego?!”. I mówcie/piszcie co chcecie, ale dla mnie tego typu sceny spłycają cały przekaz filmu i kompletnie zamazują (albo chociaż zrzucają na drugi plan) ten budowany od pierwszych minut etos młodych powstańców. I właśnie ze względu na te dwie sceny czuję wewnętrzny niepokój i mam obawy, czy Komasa na pewno rozumie ważność tematu, realizacji którego się podjął.

W recenzji Miasta 44 nie sposób nie wspomnieć o obsadzie. Komasa zdecydował się na umieszczenie na pierwszym planie debiutantów i aktorów „nieogranych”, co bardzo mi się podobało. Ileż w końcu można patrzeć na te same twarze? Większość młodych aktorów bardzo dobrze sobie zresztą poradziła, zwłaszcza Józef Pawłowski w niezwykle trudnej roli Stefana oraz Anna Próchniak jako odważna i sprytna Kama. Kto przeszarżował? Na pewno Monika Kwiatkowska i Zofia Wichłacz, które według mnie nie do końca udźwignęły ciężar swych postaci. Poza interesującą i świeżą obsadą (naprawdę idzie nowe…) warto zwrócić też uwagę na świetną ścieżkę dźwiękową, na którą składają się doskonale wszystkim znane polskie piosenki (Dziwny ten świat przyprawia o gęsią skórkę). Dźwięk i jego montaż są tutaj obłędne.

Miasto 44 to naprawdę dobry film i niezaprzeczalnie warto go obejrzeć. Wielka szkoda, że Komasa pokusił się o stworzenie powstańczego love story, a nie postawił na przykład na motyw przyjaźni (pod względem fabularnym znacznie lepiej prezentują się dla mnie tegoroczne Kamienie na szaniec). Ode mnie 8/10.