ZABIĆ BOBRA, reż. Jan Jakub Kolski, 2012

Jan Jakub Kolski ma w naszym kraju takie samo grono zwolenników co przeciwników. Ja sam nie zaliczam się do żadnej z tych dwóch grup i zawsze patrzę na jego obrazy z dużą obojętnością. Najnowszy film Kolskiego, recenzowany dziś przeze mnie Zabić bobra, wyzwolił we mnie sporo mieszanych uczuć. Obraz jest bez wątpienia bardzo intrygujący i oryginalny, choć momentami można mieć wrażenie, że Kolski nakręcił film tylko po to, aby zamieścić w nim wszystkie swe perwersyjne wizje. Mimo, że od seansu upłynęło już kilka dobrych dni, ja nadal nie wiem, jak powinienem ocenić tę produkcję. Czy to coś w rodzaju eksperymentu? Gdzie kończy się granica pomiędzy artyzmem a zwykłym ukazywaniem patologii, odartej z emocji, naturalistycznej i po prostu brzydkiej? Nie wiem i jestem przekonany, że wielu z Was także nie zna odpowiedzi na to pytanie. Poniżej moja subiektywna recenzja Zabić bobra.

Eryk (Eryk Lubos), żołnierz jednostek specjalnych walczących w Iraku i Afganistanie, wraca do kraju i zaszywa się w starym rodzinnym domu. Musi zregenerować siły w oczekiwaniu na kolejne zadanie. Ciężko mu się odnaleźć w szarej rzeczywistości. Myślami wciąż wraca do wspomnień z pola walki. Pewnego dnia poznaje młodą dziewczynę o przydomku Bezi (Agnieszka Pawełkiewicz), która zakradła się na jego posesję. Spotkanie szybko przeradza się w namiętny romans. Czy miłość potrafi wymazać najgorsze wspomnienia? A jeśli tym najgorszym wspomnieniem jest inna miłość? (źródło: Filmweb.pl).

Streszczając fabułę w jednym zdaniu: główny bohater biega po lesie, przeklina, strzela, zakłada pułapki na bobry i w wolnych chwilach uprawia dziki seks z przypadkowo poznaną licealistką. I tyle, serio. W tak zwanym międzyczasie widzowie mają szansę poznać wspomnienia Eryka, które rzucają pewne światło na jego osobę i pozwalają zrozumieć, dlaczego zachowuje się on tak, a nie inaczej. Eryk to szablonowy przykład żołnierza, którego psychika nie wytrzymała doświadczeń na wojennym froncie i nawet teraz, kiedy jest już po wszystkim, wciąż dręczą go demony tamtych czasów. Z zupełnie innymi demonami musi się mierzyć Bezi, która dostrzega w Eryku szansę ratunku dla samej siebie. I tym oto sposobem między tą szaloną dwójką rodzi się specyficzna, na swój własny sposób patologiczna i chora relacja, które zmieni życie obojga na zawsze.

Film jest przepełniony bardzo odważnymi i naturalistycznymi scenami erotycznymi. Seks Eryka i Bezi jest wulgarny, brutalny, zwierzęcy, na próżno doszukiwać się w tych scenach jakiegokolwiek romantyzmu. Kolski stawia na perwersyjność już na samym początku, w scenie pojawienia się Bezi, której wyzywający ubiór daleki jest od ubioru standardowej nastolatki. Bardzo nie podobała mi się geneza związku Eryka i Bezi, brak tu sceny stanowiącej podłoże/wstęp do tej skomplikowanej relacji. I chyba właśnie z tego powodu relacja ta jest tak mało autentyczna. Wiele scen, które z założenia miało być wstrząsających, wypada po prostu komicznie. Duża w tym wina źle rozpisanych i prymitywnych dialogów, przez które widzowie nie mają szansy lepiej poznać głównych bohaterów (ach, nie ma to jak ciągłe rozmowy o bobrach).

Czytając inne recenzje, natknąłem się na określenie tego filmu mianem „polskiego Leona zawodowca”. Hola, hola, nie przesadzajmy. Rzeczywiście, Lubos zagrał rewelacyjnie i jego rola zasługuje na same pochwały, ale Pawełkiewicz w niektórych scenach szalenie irytowała. Lubos idealnie nadaje się do roli skrzywdzonego przez życie psychola, oby dane było mu zagrać w końcu rolę z prawdziwego zdarzenia, bo to aktor z dużym niewykorzystanym potencjałem (scena tańca w lesie jest rewelacyjna, prawda?). Lubuję się w oglądaniu tego typu wizji artystycznych, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że w którymś momencie (nie wiem w którym!) jednak przegięto. I właśnie dlatego wciąż jestem po tym seansie skonfundowany i nie wiem, jak sprawiedliwie go ocenić.

W związku z tym, jak zawsze w takiej sytuacji, dam dyplomatyczne 5/10. A Was mimo wszystko zachęcam do zapoznania się z produkcją w celu wyrobienia sobie własnego zdania.