BLING RING (THE BLING RING), reż. Sofia Coppola, 2013

Zdecydowana większość widzów nie zdążyła jeszcze odetchnąć po głośnym Spring Breakers, a tu znowu w kinie możemy oglądać hedonistyczny świat skupionych na sobie nastolatków Pokolenia Milenium (pieszczotliwie Milenialsów). Co ciekawe, realizacji filmu związanego z tym tematem podjęła się laureatka Oscara – Sofia Coppola, twórczyni takich hitów jak Między słowami, Maria Antonina czy Somewhere. Między miejscami. Jako, że ostatni film wyprodukowała w 2010 roku, byłem bardzo ciekawy jej nowego projektu. Uczciwie muszę jednak przyznać, iż bardziej od nazwiska Coppoli intrygowało mnie inne – Emmy Watson. Znana z roli przemądrzałej Hermiony w serii o Harrym Potterze aktorka ma ogromny potencjał i niespotykaną wręcz klasę w stosunku do innych aktorów/aktorek swojego pokolenia. Nie mogłem się zatem doczekać, aby zobaczyć ją w nowej odsłonie. Niestety, całość okazała się być jedynie przyzwoita. Właściwie dawno nie widziałem już filmu, który wzbudziłby we mnie taką obojętność…

Film przedstawia opartą na faktach historię grupy nastoletnich złodziei/włamywaczy. Tak bardzo pragnęli oni zbliżyć się do świata swych idoli z pierwszych stron gazet, że podczas nieobecności włamywali się do ich domów i okradali je. W ciągu roku grupa młodocianych złodziei włamała się do około 50 domów celebrytów (m.in. Paris Hilton, Rachel Bilson, Orlando Blooma) i skradła majątek o wartości 3 milionów dolarów.

Film jest bez wątpienia bratem bliźniakiem kontrowersyjnego Spring Breakers Harmony’ego Korrine’a. Obydwa te filmy opowiadają o grupie rozpuszczonych nastolatków, którzy są skoncentrowani wyłącznie na samych sobie i którzy nie mają żadnych życiowych celów (poza regularnym uzupełnianiem swych profili na portalach społecznościowych). Film Korrine’a to trochę taka wydmuszka – piękna audiowizualnie, ale pusta w środku. Właśnie ze względu na ten niełączący się dualizm film zbiera bardzo różne opinie. Korrine skupia się jedynie na ukazywaniu imprezowego stylu życiu. Bohaterki jego filmu upijają się i ćpają do nieprzytomności, a kiedy zaczyna im brakować pieniędzy na własne przyjemności, stają się brutalne i decydują się nawet na obrabowanie banku. Coppola skupia się na trochę innym aspekcie życia nastolatków. Bohaterowie Bling ring mają wszystko i wcale nie pochodzą z patologicznych rodzin, a mimo to wkraczają na ścieżkę kryminalną. A wszystko to po to, aby zabłysnąć, móc założyć na siebie jak najwięcej markowych ciuchów i pochwalić się nimi na Facebooku.

Nie tak dawno czytałem w Newsweeku bardzo ciekawy artykuł zatytułowany „Zajebiści egoiści”. Dotyczy on właśnie Pokolenia Y (urodzonych do 1995 roku) i Pokolenia Z (urodzonych po 1996 roku). To grupa tych, którym przyszło dorastać w świecie nowoczesnych komputerów i smartfonów. W świecie królowania nie mogących się pochwalić zupełnie niczym celebrytów i w czasach, kiedy egocentryzm stał się cechą wrodzoną. A przecież jeszcze całkiem nie tak dawno nie było lansujących się hipsterów, a markowe ciuchy i kawa ze Starbucksa nie były wyznacznikami stylu czy poziomu życia. To, co w bohaterach Bling ring irytuje najbardziej, to ich kompletny brak odpowiedzialności. Coppola w wyjątkowo obrazowy sposób ukazuje, co jest najważniejsze dla dzisiejszej młodzieży. I bynajmniej nie chodzi tu o pierwsze miłości, problemy w szkole czy dylematy związane z przyszłością. Bo liczy się tu i teraz! Bo przecież trzeba być popularnym i modnym, więc zamiast przeczytać dobrą książkę, lepiej skoczyć na imprezę i się schlać. O tak, wtedy będą o tobie mówili wszyscy…

Pod względem technicznym film jest zrealizowany bardzo dobrze. W tle wciąż przewijają się znane z radia kawałki pop/rocku, które idealnie pasują do scen, w których pierwsze role grają ciuchy, buty i biżuteria. Momentami można odnieść wręcz wrażenie, że ogląda się przydługawy kolorowy teledysk. Z drugiej strony jest tu też kilka elementów, przez które film przypomina film dokumentalny. Ogólnie rzecz biorąc, całą historię można by było ukazać w ciągu 30 minut, co działa bardzo na niekorzyść filmu, bo właściwie brak tu elementu zaskoczenia i przy kolejnych scenach włamania najzwyczajniej w świecie wieje nudą. A jeśli w dodatku jest się facetem niezbyt znającym się na louboutinach (tak jak ja), w niektórych momentach można się wręcz zmęczyć. Muszę tu też wspomnieć o Emmie Watson, która niestety mnie nie zachwyciła. Ale to nie z powodu kiepskiego aktorstwa, po prostu taką dostała tu rolę. Wciąż pozostaje mi zatem czekać na kolejne filmy z jej udziałem.

W jednej z recenzji przeczytałem, że w tym filmie nie zobaczy się niczego więcej niż zostało pokazane w trailerze. Niech to posłuży za rekomendację filmu. Naprawdę dawno nie byłem wobec filmu aż tak obojętny jak w tym przypadku…