GŁOS HIND RAJAB (SAWT HIND RAJAB), reż. Kaouther Ben Hania, 2025

Kino bywa miejscem ucieczki – pozwala na chwilę odetchnąć, pomarzyć albo przenieść się do innej rzeczywistości. Co jednak w sytuacji, gdy ta filmowa okazuje się bardziej przytłaczająca niż codzienność, której doświadczamy na własnej skórze? Wchodzący w piątek do kin i nominowany do Oscara „Głos Hind Rajab” to jeden z tych filmów, po których wychodzi się z sali z poczuciem głębokiego dyskomfortu, uświadamiając sobie, że własne problemy nagle tracą ciężar – bo przecież na drugim końcu świata trwa krwawa wojna i giną niewinni ludzie. Nie jest to seans przynoszący ulgę ani rozrywkę, ale warto go przeżyć, bo przypomina, jaką siłę może mieć kino, gdy decyduje się mówić o sprawach naprawdę istotnych.
Film rekonstruuje dramatyczne zdarzenia z 29 stycznia 2024 roku, kiedy sześcioletnia Hind Rajab, uwięziona w ostrzeliwanym samochodzie w Strefie Gazy, nawiązuje połączenie alarmowe z wolontariuszami Czerwonego Półksiężyca. Scenariusz powstał na podstawie autentycznych transkrypcji rozmów telefonicznych i zawiera rzeczywiste fragmenty nagrań audio, co nadaje opowieści wyjątkową, dokumentalną wiarygodność. Narracja skupia się na desperackiej próbie podtrzymania kontaktu z dzieckiem oraz równoległych wysiłkach służb ratunkowych, które – mimo dobrej woli – natrafiają na bariery nie do pokonania.
„Głos Hind Rajab” opowiada o skrajnej bezradności jednostki wobec wojny, pokazanej jako bezosobowy mechanizm odbierający ludziom sprawczość i kontrolę nad własnym losem. W tej perspektywie konflikt przestaje funkcjonować jako problem polityczny, a staje się stanem permanentnej niepewności, w którym elementarne ludzkie odruchy rozbijają się o systemową obojętność. Co znamienne, film nie pokazuje przemocy wprost – nie ma tu obrazów krwi ani dosłownych scen śmierci – a mimo to emocjonalny ciężar okazuje się dotkliwy, momentami wręcz fizycznie odczuwalny. Ból rodzi się nie z tego, co widać, lecz z tego, co słychać i czego można się jedynie domyślać.
Równie istotnym obszarem refleksji pozostaje problem komunikacji i empatii w sytuacji skrajnego kryzysu. Gdy bezpośrednia obecność i realna pomoc okazują się niemożliwe, głos staje się jedynym nośnikiem istnienia, emocji i nadziei, a zarazem kruchym substytutem relacji międzyludzkiej. Ta specyficzna konstrukcja narracyjna sprowadza widza do roli słuchającego świadka – współuczestnika wydarzeń, który jednak pozostaje całkowicie pozbawiony sprawczości. Film przesuwa tym samym akcent z działania na odpowiedzialność słuchania i bycia świadkiem cudzej tragedii.
Forma „Głosu Hind Rajab” opiera się na radykalnym minimalizmie, który nie pełni funkcji estetycznego ornamentu, lecz staje się narzędziem intensyfikacji emocji. Rezygnując z klasycznej dramaturgii i eskalacji wydarzeń, film buduje napięcie poprzez ciszę i trwanie, pozwalając widzowi doświadczyć niepewności oraz bezradności niemal w czasie rzeczywistym. Kluczową rolę odgrywa tu dźwięk – głos, wraz z intonacją, pauzami i rytmem, zastępuje obraz oraz tradycyjną ekspresję aktorską i pełni funkcję strukturalną, a nie ilustracyjną. Jedynym drobnym mankamentem pozostają momenty aktorskiej nadekspresji, które nieco zaburzają powściągliwy ton całości, choć nie osłabiają ani wymowy filmu, ani jego ostatecznej oceny.
„Głos Hind Rajab” to przejmujące, ascetyczne kino, które z niezwykłą konsekwencją oddaje doświadczenie bezradności i lęku, nie uciekając się do dosłowności ani łatwych skrótów. Film poraża siłą minimalizmu, skupieniem na dźwięku i etyczną uczciwością w opowiadaniu o cudzej tragedii. Ode mnie 8/10.


